Bajka 25- OKNO NA ŚWIAT

image

Poniższy post powstał w ramach projektu „BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI” Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów.

Istnieje mapa bez krańców świata – są na niej wszystkie kontytenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce.
Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy – nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał. Tak jak tutaj.

BAJKA 25

OKNO NA ŚWIAT

Szast, plast, oj zakręciło mi się nieco w głowie, pomyślała Ala. Wciąż jeszcze po mimo odbytych tylu podróży nie mogła przyzwyczaić się do tej niekonwencjonalnej metody podróżowania. Dziewczynki rozglądały się dookoła z zaciekawieniem, ciekawe do jakiego miejsca przywiodła ich magiczna mapa.
Pamiętały nieco mgliście nazwę miasta, SOUTHAMPTON – nie wiedziały o tym mieście praktycznie nic, jedynie Ala pamiętała troszkę z lekcji geografii iż położone jest bardziej na południowym krańcu wyspy i słynie z wielkiego portu. No właśnie, wielka wyspa to tam się teraz znalazły – Wielka Brytania. Stały teraz obie w miejscu i troszkę już nerwowo rozglądały się na boki, zazwyczaj ktoś je witał a tutaj nikt nie nadchodził. Jak zawsze bardziej opanowana Ala mruknęła pod nosem:
– Chyba nikomu się nie pali aby nas tutaj powitać.
– Poczekajmy jeszcze minutkę, na pewno ktoś się zaraz pojawi,zaszczebiotała wesoło podskakując Karinka.
Zaczęły obie rozglądać się po okolicy,uświadomiły sobie iż stoją w środku jakiegoś miejskiego parku, widziały wąskie alejki biegnące pomiędzy krótko skoszoną trawą, na przeciwko znajdował się okazały budynek z wysoką wieżą zegarową. Najbardziej zaskoczył widok pustych parkowych ławeczek, za to niemal w każdym wolnym kącie trawnika ktoś siedział, czasem pojedynczo lub w grupie. Ludzie ci zazwyczaj czytali coś,  pisali na jakiś kartkach lub zwyczajnie jedli kanapki lub jakieś owoce.
Dziewczynki nie wiedziały jeszcze iż w Anglii każdy w południe może usiąść gdzie tylko chce aby zjeść tzw.lunch, tutaj nikt nikogo nie upominał, straszył karami za nie szanowanie zieleni, bo w Anglii wszyscy kochają przyrodę.
Z zamyślenia wyrwało ich wołanie kogoś nieznajomego, jakaś dziewczynka biegła w ich stronę wymachując przy tym rękoma.
– Karina,Ala! Czy to wy?
Okazało się iż podróże naprawdę kształcą, dziewczynki zauważyły z wielkim zadowoleniem iż nie dzieli ich z nową koleżanką żadna bariera językowa, język angielski opanowały już całkiem nieźle.
– Tak, to my, tutaj jesteśmy- zawołały niemal jednocześnie.
– Nareszcie myślałam,że już nie zdążę. Przepraszam za spóźnienie ale dzisiaj u nas w domu od rana wielkie zamieszanie, mój brat dostał wymarzoną pracę i jutro wyjeżdża w daleką podróż. Oj, prawie zapomniałam,nie przedstawiłam się a więc nazywam się Becky Cox i będę was gościć w naszym mieście.  Witajcie w Southampton,zawołała wesoło.
Dziewczynki nareszcie mogły odetchnąć z ulgą,nie były same w tym obcym mieście, podróże podróżami ale lepiej je jednak odbywać w bezpiecznym towarzystwie, ponadto wiedziały już o tym,że mają dach nad głową na czas noclegu.
– Uff, wszystko układa się doskonale, pomyślała Ala, a po plecach poczuła dziwne mrowienie jakby coś ważnego było dopiero przed nimi.
Mogły nareszcie przyjrzeć się swojej nowej koleżance, Becky była raczej drobną dziewczynką,miała około 13 lat, była ubrana w ładnie skrojoną sukienkę w kolorze jasnej zieleni. Karinka pomyślała,że ten kolor świetnie pasował do jej lekko kręconych włosów w kolorze mandarynki. Tak, mandarynki, tak właśnie pomyślała Karinka i jeszcze te drobne piegi na jej nosie,  całkiem jak u Ani z Zielonego Wzgórza.
Cała sukienka była jakby z innej epoki, nawet buty, to nie były drobne sandałki,tylko jakieś jasne botki. Zresztą jak się rozejrzała,to okazało się iż wszyscy tutaj są jakoś dziwnie poubierani. Mama mówiła iż Anglia jest krajem, z której wypływają nowe trendy w modzie i tak pewnie jest teraz, pomyślała jak zawsze rezolutna Ala,choć wciąż to wszystko wydawało jej się jakieś dziwaczne. Ala popatrzyła na swój niebieski ortalionowy płaszczyk i dżinsy, to dziwne miało padać, podobno w Anglii ciągle pada a tutaj świeciło słońce i było naprawdę ciepło.
Becky zabrała je na spacer po mieście, idąc parkowymi dróżkami  zobaczyły cudowny widok,  niemal na każdym kroku uśmiechały się do nich żonkile, krokusy czy kolorowe prymulki. Karinka biegała od kwiatka do kwiatka w radosnych podskokach, chyba nigdy w życiu nie widziały takiego nagromadzenia wiosennych kwiatków w jednym miejscu,to nie było jak w Polsce, gdzie mała kępka wyrastała nieśmiało z ziemi, tutaj widziały prawdziwy żonkilowy dywan. O wiośnie w Anglii krążą legendy, teraz na własne oczy przekonały się,że to nie są tylko opowieści.
– Skąd się one tutaj wszystkie wzięły, czy ktoś je tutaj posadził?
– To ciekawe, żonkili i krokusów w Anglii nikt prawie nie sadzi i rosną na całej wyspie jak opętane, to chyba sprawka leśnych albo miejskich elfów,  zwyczajnie wsadzają cebulki przed zimą w ziemię. Tego skąd je biorą w takiej liczbie nikt nie wie,najstarsi mieszkańcy miasta mawiają iż jeśli chcesz mieć piękny ogród wiosną to zadbaj o swoje elfy,zostaw wszystkie dziuple i schowki ogrodowe w spokoju a na noc wystaw czasem spodek z mlekiem i kawałek chleba, odpowiedziała Becky.

image

-Mój dziadek nawet w swoim ogrodzie wybudował dla nich malutki ogrodowy domek aby elfy zamieszkały w nim całą rodziną,muszę przyznać iż ogród jego mieni się kolorami tęczy od wiosny do późnego lata, tak dużo kwitnie w nim kwiatów -powiedziała z dumą w głosie Becky
-Dziwni ci ludzie w tym Southampton, pomyślała Ala, wierzą w jakieś bajki.

Kiedy przeszły przez cały park, zauważyły mury miasta, pełno tutaj było różnych straganów, sprzedawcy wesoło nawoływali wszystkich przechodzących do wybrania ich towaru.
Kramów było bez liku a kupcy uwijali się wokół nich jak pszczoły. Wiele tutaj było zapachów i kolorów,Karinka zachwycona była wielkimi,drewnianymi figurami słoni,pamiętała spotkanie z tym pięknym zwierzęciem w Tajlandii. Do tego można było tutaj zobaczyć wielokolorowe tkaniny,olbrzymie dywany i lśniące meble w kolorze prawdziwej czerni. Sama postać sprzedawczyni przypomniała dziewczynom księżniczkę z ‚ Baśni 1000 i jednej nocy’, była to młoda dziewczyna, ubrana w piękną zwiewną szatę w prześlicznym błękitnym kolorze, brzegi sukienki obszyte były złotym pasem a na jej końcach doszyte były malutkie cekiny. Włosy miała tak czarne iż wydawały się niemal granatowe, splecione w gruby warkocz, dodawały jej prawdziwego egzotycznego uroku.
-To jest Renuka i przepływa do nas co kilka miesięcy z dalekich Indii,jej tatę znajdziemy troszkę dalej przy straganie z przyprawami.
I faktycznie,parę metrów dalej dziewczynki zobaczyły starszego mężczyznę o skórze tak ciemnej, że niemal wydawało się iż pomalował sobie czymś ramiona. Za to na stole pełno miał różnych misek,worków i naczyń. We wszystkich widać było wiele ziaren lub proszków o kolorach tak różnych iż mogło zakręcić się w głowie.
-Chodźcie szybciej, musimy się pospieszyć, jesteśmy prawie spóźnione, popędzała je Becky.
Obie były bardzo zdziwione, nerwowo popatrzyły na wielkie figury lwów, które strzegły wejścia do wielkiej, kamiennej bramy.
– To Bargate -brama główna miasta,my jednak musimy iść szybciej.

image

Ala była niezadowolona, nie tak wyobrażała sobie zwiedzanie miasta, natomiast Krainie najwyraźniej nic nie przeszkadzało, pędziła za angielską koleżanką jak na skrzydłach.
-Dokąd się tak spieszymy? wysapała z trudem łapiąc oddech.
-Musimy dotrzec do portu, mój brat dostał pracę kelnera na najwspanialszym statku na świecie, jutro odpływają. Musicie go zobaczyć to prawdziwe cudo, wszyscy jesteśmy z niego tacy dumni,miał wielkie szczęście iż go przyjęli.
Becky była naprawdę bardzo przejęta jak o tym opowiadała.
Po drodze mijały jeszcze wielki budynek hotelu, z którego ktoś dźwigał różnej wielkości paczki i walizki. Parę metrów dalej był wysoki budynek, na jakieś trzy piętra,jego okna pomalowane były na zielono i był to wielki sklep z warzywami i owocami. Na wystawie pyszniły się olbrzymie grona winogron,pomarańcze, wielkie arbuzy i melony i różne mniejsze i większe owoce, których dziewczynki nie potrafiły nazwać. Wszystkie wyglądały naprawdę bardzo apetycznie. I tutaj też było bardzo tłoczno,każdy gdzieś się spieszył.
Małe samochody dostawcze przeciskały się wąskimi uliczkami. Z daleka było widać już wodę, nareszcie zbliżały się do brzegu. Wygląd portu nieco je rozczarował,nie było tutaj pięknej plaży, przynajmniej molo, które widać było z boku wyglądało dość okazałe. Ponadto dla Ali za dużo było tutaj wybetonowanych ścieżek a za mało zieleni,z drugiej strony widać było iż nie jest to miejsce rozrywkowe,najbardziej w oczy rzucały się olbrzymie metalowe ‚żurawie’, czyli wielkie dźwigi,które mogły na pokład statków podnosić olbrzymie ciężary.
Karinka patrząc na nie pomyślała, że przypominają nieco wielkie żyrafy. Było tutaj naprawdę dużo ludzi, wszyscy szli w jednym kierunku, chcieli zobaczyć olbrzymi statek stojący w porcie.
Był naprawdę okazały, prawdziwy olbrzym, do linek wiszących wzdłuż statku ktoś zamocował wesoło szeleszczące na wietrze chorągiewki. Dodatkowo statek świecił niemal jak choinka a to za sprawą drobnych żaróweczek, przewieszonych wzdłuż całej jego linii. Sporo osób stało na dole i machało tym, co byli na jego pokładzie. Jakaś orkiestra przegrywała wesołe melodie,nogi same podskakiwały do tańca.
-Jak tutaj jest miło, niemal świątecznie i wesoło, zawołała podekscytowana Karinka, popatrzyła na starszą siostrę i ze zdumieniem zauważyła, że jej twarz była poważna a nawet wydawało jej się, że zobaczyła strach w jej oczach.
-Popatrz- odpowiedziała Ala,jej palec wskazywał bok statku.
Z boku wielkie I kształtne litery układały się w napis: RMC TITANIC
Ala przetarła oczy ze zdumienia i zapytała smutnym glosem:
– Becky, co to jest,jaki dzisiaj mamy dzień i rok?
– No jak to co, to najwspanialszy okręt żeglugi brytyjskiej,to na nim będzie pracował mój brat. A data, o nią pytasz? Dzisiaj jest 1912 rok, jutro Titanic wypływa w swój pierwszy rejs a my będziemy tego świadkami.

image

Becky kalaskała z radości w dłonie, Karinka podskakiwała obok i tylko Alicji było nie do śmiechu. Jako jedyna miała świadomość iż mapa po raz kolejny zabrała je w przeszłość a po drugie,że Titanic owszem wypłynął z Southampton w swój pierwszy rejs ale nigdy nie dotarł do celu,to nie była radosna wiadomość.
Po południu dziewczynki dotarły do domu Becky,znajdował się on dość niedaleko od portu. Była to piękna starą cześć miasta,budynki były bliźniaczo przyklejone do siebie. Uliczka była wąska i bardzo przytulna. Gdy nastał wieczór widziały przez okno jak zapalają się światła ulicznych latarni. W domu panowała wesoła atmosfera, każdy podśpiewywał pod nosem. Mama Becky gotowała jakieś pyszności, zapach jaki unosił się po domu był naprawdę wspaniały. Tata Becky wraz z jej bratem, który jak się dowiedziały miał na imię Mike, mocowali się z zamknięciem jego walizek. Becky wraz z Karinką wisiały nad stołem ,na którym ktoś rozłożył wielką mapę.
– Popatrz Alu, tam popłynie mój brat. Czy to nie wspaniałe? Ameryka…rozmarzyła się mała Brytyjka.
Tymczasem Ala chciała zamknąć oczy z myślą, że to tylko zły sen. Co miała zrobić? Co powiedzieć rodzicom Becky,że nie może on pod żadnym pozorem wypływać w rejs nad ranem? Wiedziała, że jak powie im prawdę to tak jej nie uwierzą, poszukają się w czoło i uznają iż chyba coś jej zaszkodziło lub zwyczajnie zazdrości Mikowi wyprawy statkiem za ocean. Wiedziała, że musi znaleźć jakiś sposób na tą sytuację. Pomału zapadła noc, miasto cichło powoli. Kolacja podana została jakieś pół godziny później i smakowała wyśmienicie, ten dzień był pełen wrażeń i dopiero teraz dziewczynki uświadomiły sobie jak były głodne. Baranina w sosie miętowym była bardzo smaczna, był tylko jeden wyjątek. Do mięsa podano marchewkę,zieloną kapustę i frytki. Szczególnie z tych frytek najbardziej ucieszona była mała Karinka,jak zawsze młodsze dzieci bardziej przepadają za fast foodami, każdy z domowników spryskiwał je obficie octem. Tego obie dziewczynki nie mogły zrozumieć w żaden sposób, z trudem się powstrzymały żeby nie pozatykać nosów z odrazą. Frytki z solą, majonezem lub ketchupem a owszem, ale z octem- co za dziwny pomysł? Pamiętały jednak jak mama nauczyła ich takiego powiedzenia „Co kraj to obyczaj”, należało uszanować zwyczaje mieszkańców miejsca do którego udały się w podróż. To była ważna zasada dobrego wychowania.
Wieczór doszedł końca, wszyscy szykowali się do snu tylko biedna Ala wciąż nie miała pomysłu na zatrzymanie Mike w domu,na dodatek sekret musiała zatrzymać tylko dla siebie.Wiedziała,że Karinka jest jeszcze zbyt mała aby zrozumieć ten problem, poza tym nie chciała jej męczyć smutnymi wiadomościami. Jak dotąd wszystkie odbyte podróże były pełne radości,ta była zupełnie inna.
Obudziła się w środku nocy,raczej zauważyła jak Karina siedzi na skraju jej łóżka i nerwowo szarpie jej ramię :
-Ala,Ala,obudź się szybko, ktoś jest w pokoju!
-Cicho, obudzisz wszystkich, idź spać.
-Nie, Popatrz w stronę okna, ktoś stoi za zasłoną.
Ala popatrzyła w stronę wielkiego okna, na czas nocy zasłaniała je wielka kotara, rzeczywiście za nią ktoś stał, na dole zauważyła zielone błyszczące i ciekawie zakręcone noski butów.
-Czy ktoś tutaj jest,wyjdź z ukrycia,widzimy cię – szepnęła cicho.
Zasłona się odsunęła oto oczom dziewczynek ukazała się najdziwniejsza istota jaką widziały w swoim życiu.
Była to niewysoka postać, ubrana była w zielony kubraczek, cały jakby przypominający strój łucznika. Włosy miała , bo zdecydowanie to była dziewczynka, długie i zaplecione w zgrabny warkocz a do tego ten piękny jasny kolor z wyraźnie widocznymi niebieskimi pasemkami, takich włosów nie widziały jeszcze u nikogo innego. Najpiękniejsza w niej była jednak twarz i wielkie oczy o kolorze niesamowitej głębi błękitu.
Z boku głowy widoczne były dziwnie szpiczaste uszy,z pleców zaś wyrastałały dwa wielkie motyle skrzydła, ich struktura była tak delikatna jakby ktoś utkał je z zielono błękitnej mgły.
– To najpiękniejszy sen jaki kiedykolwiek miałam w życiu, powiedziała na głos Ala.
-To nie jest sen, bo ja też ją widzę, odparła Karina.
– Bo ja nie jestem w waszym śnie, jestem realna, obie mnie widzicie. Zresztą nie musicie się mnie obawiać, odpowiedziała baśniowa istotka a jej głos brzmiał jak najwspanialsza muzyka.
– Mam na imię ALIA i jestem miejskim elfem, od wieków opiekuję się tym domem i tą rodziną, mnie też martwi to co ma się wydarzyć a ty Alu, tutaj wskazała na zdziwioną starszą dziewczynkę, przywołałaś mnie dzisiaj swoimi myślami. Chcę Wam pomóc, jutro wszystko będzie wyglądało inaczej i zmieni się czas, jeśli tylko zrobicie co Wam zaraz powiem.
– Zadanie, które was teraz czeka nie jest wcale takie łatwe. Aby Mike nie popłynął w jutrzejszy rejs musi być odwrócona klepsydra czasu, wasza mapa własnie to zrobiła jak tutaj przybywałyście, teraz czas to zrobić na nowo. Zadanie nie jest łatwe i wymaga troszkę sprytu i niezłej odwagi, tak więc słuchajcie uważnie:
– Jedna z Was musi za chwilę udać się do pokoju Mika, tylko teraz bo jest noc i on głęboko śpi a ponadto czas nagli, kiedy wzejdzie słońce będzie już za późno, czas się nie odwróci, Titanic wypłynie a wy na zawsze pozostaniecie w Anglii uwięzione w roku 1912.
Na te słowa mała Karinka bardzo się wystraszyła, jak to zostać na zawsze w dawnych czasach, nie wrócić do domu, nie zobaczyć mamy a co gorsza nie udać się w kolejną podróż ich magiczna mapą- tego nie było w planach, pomyślała i o mało się nie rozpłakała.
Na szczęscie Ala była zaraz obok, mocno przytrzymała ją za rękę i wyszeptała:
Cicho, nie martw się, słuchaj co ma nam do powiedzenia Alia.
Alia natomiast ciągneła bardzo spokojnym glosem: Kiedy będzie już bardzo cicho w całym domu, jedna z was podejdzie do pokoju Mike.Musicie być pewne,że twardo śpi.To bardzo ważne, nie może się obudzić w czasie trwania całego procesu. Wtedy trzeba wyrwać trzy włosy z jego głosy a na czoło wysypać ten oto magiczny proszek.
W tym miejscu obie utkwiły oczy w malutkie pudełeczko, które Alia wyciągneła z kieszeni swojej zielonej kurtki. W pudełeczku był jakiś dziwnie mieniący się proszek.
Co to jest? Zapytała ciekawska jak zawsze Karinka.
To gwiezdny pył, pomoże wam wrócić do waszych czasów.
Miały jeszcze o coś zapytać ale zauważyły iż są w pokoju same, nie było tam nikogo, po tajemniczym elfie nie pozostało śladu, tylko na stoliku nocnym nadal znajdowało się małe pudełeczko z migoczącym tajemniczym blaskiem gwiezdnym pyłem.
Obie popatrzyły po sobie, w domu wszyscy już spali, trzeba było zakraść się do pokoju chłopca. Karina patrzyła na Alę z rozdziawionymi ustami, wiedziała że to zadanie należało do jej starszej siostry, wiedziała też iż nie będzie jej łatwo, bo mimo iż była starsza i poważniejsza to jednak ona, Karinka była tą odważniejszą częścią ich podróżniczej przygody. To jednak zadanie musiała wykonać właśnie Ala, bo po pierwsze była starsza, tylko ona mogła wejść do pokoju prawie dorosłego mężczyzny, jakim był Mike. Dodatkowo była zdecydowanie wyższa od Karinki,bez problemu dosięgnie do łóżka Mika i jeszcze ma więcej siły, nie będzie miała problemu z wyrwaniem włosów z jego głowy.
Poczekały jeszcze dwie godziny, wiedziały na sto procent iż wszyscy śpią, z oddali słychać było tylko głębokie oddechy snu domowników i dość donośne pochrapywanie dochodzące z sypielni pana domu.
Ala cichutko jak tylko mogła, na paluszkach przemknęła pod drzwi sypalni starszego brata Becky. Na szczęście zauważyła,że nie były one zamknięte, tylko leciutko przymknięte. Otworzyła je szerzej i weszła do środka. Pokój urządzony był skromnie, na ścianach było dużo plakatów przedstawiających zdjęcia różnych okrętów większych lub mniejszych. Widać było wyraźnie ,że Mike od zawsze marzył o tym aby pracować na statku. Ponadto na biurku z prawej strony równo poukładane były jakies dokumenty,papier listowy, pióro a z boku na podłodze czekały dwie wielkie walizki. W rogu pokoju zauważyła równiez wieszak ,na którym odwieszony był piękny garnitur, miał dodatkowe złocenia przy rękawach a na piersi ktoś wyhaftował napis TITANIC CREW.
Ali zakręciło się z wrażenia w głowie, nie zatrzymywała się jednak, w lewej dłoni zaciskała kurczowo małe pudełko podarowane im przez elfa.
Podeszła do łóżka, Mike spał w najlepsze, chyba śniło mu sie coś przyjemnego bo uśmiechał się przez sen.
Może śnią mu się dalekie podróże i rejsy wodne- pomyślała Ala.
Stanęła nad jego głową, złapała mały pukiel jego włosów i pociągneła mocno.
Mike zamruczał coś przez sen i skrzywił się na twarzy, Ala kucneła mimowolnie ale zauważyła,że młody człowiek nie obudził się.
Uff, odsapneła z ulgą i zauważyła,że Karinka zagląda z za uchylonych drzwi, pomachała do niej szybko ręką aby odeszła i nie przeszkadzała, sama natomiast wyciągneła pudełeczko z kieszeni i otworzyła je drżącymi rękami. Następnie wzieła proszek w garść i rozsypała nad czołem Mika, proszek zalśnił w ciemności i na ten moment pokój rozświetlił się wszystkimi kolorami tęczy. Ala rozejrzała się goraczkowo po pokoju, nic się nie zmieniło. Nadal znajdowała się w tym samym domu, Mike spał spokojnie jak suseł a walizki stały z boku.
Rozczarowana, wzruszyła ramionami i wróciła cichutko do pokoju.
Tam czekała na nią rozgorączkowana Karinka.
I co, stało się coś, czy odmieniłyśmy czas, czy jutro wrócimy do domu albo polecimy do innego kraju? – zawołała niemal na głos.
Nie wiem, zrobiłam wszystko o czym mówiła Alia, jednak nadal mam wrażenie iż tkwimy w tych czasach. Może lepiej polóżmy się spać, jutro coś wymyślimy, jestem zwyczajnie zmęczona- odpowiedziała Ala.
Obie dziewczynki wdrapały się do swoich lóżek, tym razem zasneły bardzo szybko. Zmęczenie wzieło górę, Ala zamykając oczy widziała wielkie fale morskie, statki , mury miasta Southampton i ciemne chmury.
Młodsza siostra za to zasypiała zupełnie spokojna,przypominała sobie piękne pola żonkili i słoneczny dzień spędzony w angielskim mieście.
Poranek przyszedł nieoczekiwanie szybko,słońce już wzeszło i oświetlało teraz pokój dziewczynek i z wielką ulgą Ala zauważyła,że coś się zmieniło. Ten pokój nie był większy ale za to jaśniejszy, ściany były pomalowane w kolorze jasnej magnolii, z boku stał regał z książkami a pod oknem biurko, na nim zobaczyła wielki monitor komputera. Wiedziała już,że nie jest to rok 1912. Karinka też już się obudziała, uśmiechnięta siedziała na łóżku.
Przez drzwi zajrzała do nich twarz dziewczynki, to była Becky ale ta była nieco inna, miała ładnie wystrzyżone włosy, ubrana była w dżinsy i wesołą bluzkę z krótkim rękawem.
Już wstałyście? Chodzcie szybko na śniadanie, czas pożegnać Mika, dzisiaj przecież odpływa- zawołała od drzwi.
Obie spojrzały po sobie, Mike- rejs i te czasy, może przeniosły się w czasie ale nadal coś tutaj było nie tak. Alicji zabiło mocniej serce, przecież nie tego chciały dla swoich nowych przyjacioł. A może ten elf je zwyczajnie oszukał, pomyślała.
Po śniadaniu tata Becky wyszedł z synem do samochodu, wynosili też walizki.
Karinka zauważyła,że nadal były to dwie walizki, te zdecydowsanie wyglądały bardziej nowocześnie. Dziewczynki wraz z Becky i jej mamą udały się w kierunku portu. Tutaj też zauważyły zmiany, po dawnym wielkim molo nie pozostało żadnego śladu, dżwigi w dokach portowych nadal wyciagały głowy jak żyrafy a tłum szedł w kierunku jednego brzegu portu i oto zobaczyły Go.
Ten statek był o wiele większy jaki dotychczas widziały w swoim życiu, miał wspaniałą smukłą linię. Wysoki na kilkanaście pięter, żeby zobaczyć ludzi na górnym pokładzie trzeba było zadzierać glowy bardzo wysoko. Na przodzie statku namalowana była flaga brytyjska, czerwień i niebieski kolor na tle jego bieli rozświetlała jego piękną linię.
Ala popatrzyła na nazwę statku- BRITANNIA. Nieświadomie powiedziała je na głos.
Wczoraj uroczyście nadała mu to imię jego matka chrzesta, nasza królowa Elżbieta- odrzekła z dumą w głosie Becky.
Southampton to takie okno na świat, wiele statków ma tutaj swój port macierzysty, z niego możesz wypłynąć w daleką podróż i tutaj możesz wrócić po niej do domu- dodała.
Obie dziewczynki popatrzyły na siebie, wiedziały iż ta przygoda dobiegła końca. One również wiedziały gdzie jest ich port macierzysty i zatęskniły nieco za swoim domem, teraz przyszedł jednak czas na udanie się w następną drogę. Ciekawe co je teraz spotka?
Southampton pozostanie na zawsze w ich sercach, nie tylko jako miasto-port-okno na świat, gdzie swój dom ma wiele olbrzymich i wspaniałych statków paskażerskich ale i miasto, z którego wypłynął też Titanic i niestety nie wrócił do swojego domu.
Nie ma co się jednak smucić, czas w drogę- przygoda czeka!

image

Wszystkie bajki na bieżąco można śledzić TUTAJ
image

Lunafly