C jak Czas (Projekt Alfabet Emigranta, # 3)

Ten post powstał w ramach wrześniowego projektu pt. Alfabet emigranta.

Oto pierwsze padły słowa: oto stało się!
Każda
Każda rzecz ma raz początek czy kto chce czy nie!
Rodzi się ziemi kula; rodzi się świat!
Bezimienni wstają z mułu; idzie w górę las!
Rodzi się wąż i robak; rodzi się ptak!
Co to będzie, jak to będzie, nie wiadomo nic!
Kto już za kim cicho tęskni; nie wiadomo nic!

Suną chmury, grzmią pioruny- oto pada deszcz!
Pętla czasu się rozwija i do gardła lgnie!
Rodzi się życie nowe; rodzi się śmierć!
Człowiek stoi ponad wodą, własną zgłębia toń!
Rodzi się płacz i lament; rodzi się moc!
Ten się dźwiga, ten się garbi, w plecach stoi nóż!
Słońce wschodzi i zachodzi, nie przeszkodzi ból!
Beznadziejne są nadzieje, wiara, lęk i żal!
Starożytność, nowożytność a za dalą dal!
Rodzi się ogień wieczny; rodzi się pleśń!
Przegrać – wygrać, kochać – gardzić, poza cieniem blask!
Rodzi się „nie” jak niemoc; rodzi się „tak”!

Walą serca, krwawią stopy, gońmy wiatr!
Walą serca, krwawią stopy, gońmy wiatr!
Walą serca, krwawią stopy, gońmy wiatr!
Walą serca, krwawią stopy, gońmy wiatr!
(E. Stachura)

image

Dzisiaj zacznę tak troszkę filozoficznie, bo jak nie można inaczej przestawić tego tematu. Zawiłości pętli czasowej,zawrotny wymiar czasoprzestrzeni…czas dla siebie,czas dla innych,przemijanie,uciekanie czasu. Kiedy zaczęłam szykować posta do tej literki alfabetu czas spłata mi figla, wróciszy z urlopu do domku niestety padłam ofiarą jakiegoś niedobrego wirusa i rozłożyło mnie na łopatki…I jak tutaj nadrobić stracony czas?!

Czasomierz
Jakbym miała zmierzyć mój odcinek czasowy poza ojczysty ziemią to byłoby to osiem lat…aż mi się nie chce wierzyć kiedy ten czas minął, jak szybko te lata uciekły. Pobyt na Obczyźnie zmienia podejście do czasowo ci zdarzeń .
Dla mnie przede wszystkim zauważalny stał się fakt iż mój czas w UK mogłabym wyrazić w formie sinusoidalnej i pewnie do tego mojego wyrażenia podpiął by się niejeden ludek z podobną historią jak ja.

Z walizką w ręku – początek – hej ho…
I oto stało się jestem w tym dziwnym wyspiarskim kraju, czas tylko dla mnie, czas na spełnianie marzeń, czas na sprawdzenie się w nowej roli…
Czas wielkiego entuzjazmu,prawdziwie rozsadzała mnie wewnętrzna postawa „robienia coś dla siebie”,to musiało być olbrzymie pragnienie bo bez wahania zostawiłam rodziców w Polsce, przyjaciół i dawną pracę, nawet moje własne dawne ja.
Teraz czas na coś nowego…a to wszystko było tak fascynujące.
Dni upływały zadziwiająco szybko na nowych wyzwaniach,nowej pracy i poznawaniu nowych ludzi. Chyba nawet nie zdążyłam zorientować się jak upłynęło pierwsze pół roku i przyszły moje pierwsze święta z dala od rodziny w Polsce. Czas leczy rany…jakoś przełknęłam gorzką pigułkę smutku i szłam dalej. A później przyszły kolejne święta i kolejne a praca rozciągała ten czas niemiłosiernie i wtedy doszła jeszcze jedna przyjaciółka czasu, postanowiła zamieszkać ze mną w jednym pokoju a nazywała się Samotność.

Beznadzieje są nadzieje…
Nie bez powodu na początku jako wstęp do mojego posta umieściłam wiersz Edwarda Stahury, pewnie już się zdążyliście zorientować iż kocham jego poezję . W mojej czerwonej walizce , z którą przyjechałam do UK a której pisałam w poprzednich postach umieściłam gdzieś na dnie maleńki tomik jego poezji, tak sobie pocichutku pomyślałam iż może ubogaci mój czas,doda nieco światełka w trudnym czasie przemian.
Bo bycie za granicą wiąże się też i z tym trudnym czasem, moim czasem nostalgicznych nocy, czasem wypłakania się w poduszkę za bezsens sytuacji,czasem gdy miałam wrażenie iż zaraz szybko wrócę, poddam się, zmienię zdanie, nie wytrzymam presji,czasem powtórnego zmęczenia.
Ten mój emigrancki dołek czasowy potegowała jeszcze samotność i tęsknota za czasem kiedy nareszcie będę Komuś potrzebna, czasem miłości.
Do tego jeszcze dochodziło znudzenie i poczucie niespełnienia się w pracy, bo jak mogłam zmarnować ten czas…

Słońce wschodzi i zachodzi
Czas ciemnej nocy pozwala nam nauczyć się wytrwałości a przez to z jeszcze większą wdzięcznością przywitać czas poranka…dla mnie też przyszedł czas poranka, bo właśnie na emigracji spotkałam mojego obecnego męża, przetrwałam czas rozczarowań a powitałam czas nowych możliwości.
Nie można jeszcze zapomnieć o czasie decyzji- być albo nie być, oto jest pytanie.
Zostać czy wrócić – póki co JESTEM a mój czas wciąż odmierzają kolejne wschody i zachody słońca.
Bo trzeba mieć czas by nie zwariować,
czas dla co nas kochają ,
czas aby nie porzucić marzeń,
czas dla własnych zainteresowań,
czas na zobaczenie czegoś pięknego,
czas na stanięcie w prawdzie wobec siebie,
czas na dojrzałość

Czas dla innych – polecam bardzo serdecznie :

C jak charity shop
C jak czekolada
C jak ciąg dalszy
C jak chleb bo chleb smakuje najlepiej…
C jak chemia
C for Cowgirl hat
C jak cztery
C jak Polka w ciąży
C jak czereśnie
B i C czyli biurokracja , CAF i CPAM

Uff, dużo tego teraz czas na lekturę ☺

Zapraszam w piątek na kolejną literkę Ć :):):)