D jak Dom ( #5, z cyklu Alfabet Emigranta )

Oto kolejny mój post z zainicjowanego przez Dorotę Dee projektu na wrzesień, jak widać cykl nie można już nazwać typowo wrześniowym,wszak październik prawie za progiem.

Dzisiejszy post chciałabym poświęcić opowieści o Domu, nie jest to opowieść o nostalgii, tym co zostawiłam za sobą ale opowieści ściśle osadzonej w tu i teraz.

image

Początek jak w akademiku

Po przyjeździe do UK zostałam umieszczona przez moją firmę w tzw. mieszkaniu służbowym,  mówiąc krótko zamieszkałam z innymi dziewczynami takimi jak ja,miałyśmy odtąd dzielić nie tylko wspólny byt w Anglii ale i codzienność w pracy. Po pierwsze muszę przyznać iż wynajęte nam mieszkanko było całkiem przytulne,naprawdę w miłej okolicy. Nie była to ani ruchliwa ulica ale całkiem zgrabny budynek z kilkoma mieszkaniami. Miał wszelkie wygody,znajdował się jakieś 30 minut drogi od pracy,nieopodal znajdował się mały park. Uwielbiałam rano jeść śniadanie i patrzeć za okno,miałyśmy widok na olbrzymie i rozłożyste konary drzew,o poranku zawsze można było śledzić gonitwy wesołych wiewiórek. Niestety ten dom miał jeden mankament,miał dwie sypialnie i pokój dzienny połączony z maleńką kuchnią. Wkrótce dołączyła do nas jeszcze jedna dziewczyna i wtedy rozpoczął się niezły cyrk. Mówiąc krótko wstrzymanie w tak ciasnym pomieszczeniu jakim było dla czterech dorosłych kobiet było już nie lada sztuką. Pewnie byłoby znośnie gdyby każda z nas miała swoje życie na zewnątrz, inną pracę czy szkołę a tutaj praktycznie nie było mowy o prywatności. Ta sama firma, te same problemy,te same twarze,nawet w dzień wolny ciągle to samo. Same nie byłyśmy też wesołą gromadą uczennic, trzy z nas były prosto po studiach,z małym doswiadczeniem pracy w Polsce a jedną z nas była już mama małego chłopca,  jej życie było też diametralnie odmienne od naszego i nie wspomnę tutaj o innych przyzwyczajeniach czy priorytetach. Bardzo często przypominało mi to lata studenckie, takie życie w akademiku,gdy na pewne rzeczy nie miało się wpływu.  Może dlatego mniej przeszkadzały mi wciąż nieumyte naczynia po jednej z nas lub podbieranie jedzenia w lodówce. Chyba jednak nie mogłam zaakceptować ” matkowania” starszej koleżanki, w tym wypadku powinno się raczej powiedzieć – wtykanie nosa w nie swoje sprawy.
W tym domu obchodziłam moje pierwsze święta i nie było jeszcze tak źle, chciałyśmy wszystkie przeżyć ten czas jak najlepiej. Było wspólne gotowanie i dzielenie się opłatkiem. Firma odciągała nam z wypłaty pieniądze za wynajmowanie mieszkania i nie muszę wspominać o tym iż nieźle na nas zarabiała.
Miałyśmy już siebie nieco dość, ja jako pierwsza postanowiłam poszukać sobie nowego lokum.
Znalazłam w internecie pokój i wyprowadziłam się.
Nastał dla mnie czas nauki prawdziwej samodzielności.

Pokój u Tonego – w czapku urodzona albo zwyczajna szczęściara

Oto nadszedł czas mojej upragnionej wolności i niezależności.
Znalazłam w internecie całkiem fajny dom, moim landlordem okazał się naprawdę wspaniały człowiek z wielką klasą.
Do tego, z bardzo szerokimi horyzontami, uwielbiał podróże i z nich czerpał inspiracje do wystroju swoich domów.
Ja zamieszkałam w jednym z jego domów, pięknie urządzony w skandynawskim stylu ,wcale nie przypominał te maleńkie klitki jakie można zobaczyć czasem w tym kraju. Miał w sobie dużo smaku,ciekawe kolory,w pokoju miałam wszystko co potrzebne a kuchnia była wspólna dla wszystkich mieszkańców. Mój gospodarz bardzo dokładnie dobierał lokatorów i tak w moim domu w większości mieszkali ludzie młodzi i pracujący jak ja.
To był dobry dom,mogłam tam nareszcie w pełni poczuć się sobą i miałam okazję dobrze podszkolić swój język, wszyscy poza mną byli Brytyjczykami, na szczęście nie było tam kłopotliwych sąsiadów.
Teraz wiem,że nasze kontakty nie były zbytnio zażyłe, jednak wydaje się to zrozumiałe, każdy po prostu zmęczony wracał do domu, robił sobie coś do jedzenia i uciekał do swojego pokoju. Nie wszystko jest jednak doskonałe. Po pewnym czasie zaczęła mi tam doskwierać samotność, wszyscy współlokatorzy zazwyczaj wyjeżdżali na weekend do swoich domów rodzinnych i wtedy byłam w tym domu sama.
Nie muszę wspominać o tym iż najbardziej to bycie sam na sam z tym domem najbardziej przeszkadzało mi w długie i jesienne wieczory lub długie,gorące dni.
Zima i jesień jeszcze nie była taka zła, wtedy znosiłam sobie z biblioteki wielkie stosy książek i oddawałam się przyjemności czytania.
Latem gorzej,co prawda był tam mały ogródek ale zazwyczaj zajmowali go dwaj goście z pierwszego piętra, nie miałam śmiałości aby tam usiąść jak oni tam byli. Dlatego chodziłam na długie spacery w okolicy.
Mój pokój był na parterze i do celowo kiedyś tam musiał być garaż, tak mi się przynajmniej kojarzył.
Wieczorem zawsze musiałam zasłaniać okna żeby mi nikt nie zaglądał w okno.
Do momentu gdy Ktoś szczególny zaczął pukać do tego okna…

Tworzymy razem nasz Dom

W sierpniu minęła 4 rocznica naszego ślubu, przyjazd do Anglii przyniósł mi wielkie zmiany w życiu osobistym.
Nasze bycie razem zaowocowało też prędzej czy później wspólnym mieszkaniem, pamiętam je a raczej maleńki pokoik wynajmowany u koleżanki.
Wciąż jeszcze się zastanawiam jak udawało nam się mieszkać obojgu w takiej ciasnocie. Mieszkaliśmy w maleńkim pokoju z półkami na około, było jak w magazynie i małe ciasne łóżko ale to nie było ważne. Bo najważniejsze iż byliśmy tam razem.
Dzisiaj mieszkamy już w naszym przytulnym mieszkanku, nie jest ono szczytem luksusu ale kocham je za jego atmosferę.
Tutaj tworzymy naszą historię, tutaj mam swoje bezpieczne miejsce,tutaj mam swój nowy i ulubiony kubek, tutaj jesteśmy MY.

image

Zajrzyjcie też do innych blogerek :
D jak decyzje
D jak David
D jak dom we Włoszech
D jak dzieci dwujęzyczne
D jak determinacja i zawziętość
D jak dwujęzyczność
D jak driving
D jak czuję jak jestem w domu
D jak dziękuję
D jak deszczowa depresja
D jak dziecko

ALFABET EMIGRANTA W STORYLANDZIE
A B C Ć

Lunafly