JAK PRZETRWAĆ ZIMĘ W WIELKIEJ BRYTANII

Dzisiaj mały poradnik dla wszystkich, którzy planują wybrać się w okresie zimowym na Wyspę i zastanawiają się jak będzie się żyło w tym okresie na tej ziemi wiatrem i deszczem słynącej .

ROZPOZNAĆ WROGA

Po pierwsze należy rozpoznać to licho co nas wtedy straszy,musicie wiedzieć iż jako taka zima zaczyna się w Wielkiej Brytanii od listopada. Tutaj już od dawna nie obserwuje się typowych czterech pór roku, czy to ze względu na typowo morski charakter klimatu i przede wszystkim wielkie zmiany klimatyczne jakie można już zaobserwować na całym globie. Dla mnie w UK są tylko dwie pory roku – długa jesień i wiosna z bardzo krótkim latem.

Sama zima ma bardziej charakter jesieni,co prawda północ kraju jest przygotowana na opady śniegu ale za to moje południe ma tylko widoki na deszcz,deszcz i jeszcze raz deszcz. Temperatury są rożne wahają się nawet od 12 stopni na plusie do minus 5, szczególnie w styczniu powinniście być przygotowani na małe przymrozki w nocy. Ostatnio jednak dzięki znacznemu ociepleniu klimatu wielkie masy powietrza z nad oceanu rok rocznie gromadzą się nad Wyspą w postaci wielkich chmur deszczowych i tak w grudniu i styczniu było bardzo ciepło bo nawet w okresie przed Bożym Narodzeniem było ok.15 stopni C , za to deszcz lał się z nieba strumieniami.

Po raz kolejny Wielka Brytania została dotknięta klęską powodzi.

CO NAJBARDZIEJ PRZESZKADZA I NA CO JESTEŚMY NARAŻENI 

– uporczywe deszcze

– bardzo silne i porywiste wiatry

– znikoma ilość światła słonecznego

– rozdrażnienie spowodowane rutyną codziennego dnia

– ogromna wilgotność powietrza,ciągłe deszcze dają odczucie zatęchłego powierza wokół nas

– brak witaminy D

– spadek odporności i większe ryzyko złapania jakiegoś przeziębienia

– problemy laryngologiczne ( notoryczny katar,problemy z zatokami itp.)

– stany depresyjne

JAK JA TO PRZEŻYWAM
Zanim cokolwiek powiem z mojej własnej perspektywy to wyrażę mój zachwyt nad faktem iż nie przyszło mi do głowy wyjechać na daleką północ, podziwiam wszystkich Polaków i Polki mieszkające w dalekiej Szkocji, rozsianych na wyspach północy czy tych co osiedli na pięknej irlandzkiej ziemi.  Nie wiem czy przetrwałbym zimę na tych terenach, gdzie słońca jest tak mało a dni są takie same zanurzone we mgle. Tutaj mam przynajmniej jakieś mniejsze lub większe prześwity słońca ,co nie ulega watpliwości iż trafiają się całe tygodnie gdy niebo jest zamurowane szarymi chmurami i nie może się spod tej skorupy wydostać żaden promyk słońca. Najgorsze są uporczywe deszcze ,wiatr gwiżdżący za oknem i kiedy nadchodzi taki dzień to najchętniej zaszyłabym się pod kołderkę a tutaj trzeba wstać , ubrać swój nieprzemakający płaszcz, kalosze i wędrować na przystanek.

Urodziłam się w lipcu, jestem dzieckiem słońca i lata tak wiec nie muszę mowić co ze mną robią takie uroki pogody,nastrajają nerwowo i zwyczajnie pod koniec lutego pomału zaczynam warczeć na wszystkich wokoło. Warto też wspomnieć o sentymentalnych nastrojach, tak wiec jak co roku zaczynam zgłębiać i analizować swoją sytuację życiową i kiedy zaczynają pojawiać się czarne myśli i rozważania typu  ” Do czego ja doszłam w życiu mając prawie 40- tkę na karku? „ , to niezawodny znak iż trzeba włączyć POMOC DORAŹNĄ


 


MOJA POMOC DORAŹNA
Na uporczywe deszcze zawsze niezawodna jest moja cieplutka i nie przemakająca kurtka, do tego muszą być koniecznie kalosze. Już od pewnego czasu próbuje walczyć z szarzyzną dnia i wtedy na przekór pogodzie kupuje sobie kolorowe i wesołe kalosze. Parasol a owszem też jest chociaż przy tych wiatrach nie zliczę ile już połamałam.

Pisałam wcześniej o rutynie codziennego dnia i braku słońca,na to też szukam rady. Najlepszym rozwiązaniem byłoby wyjechanie na jakiś czas w słoneczną cześć ziemi, co jednak gdy się akurat nie da.  Ratunkiem dla mnie jest zawsze moje pocztówkowo,segreguję i układam moją kolekcję widokówek i zawsze szukam kogoś do jakiejś ciekawej wymiany pocztówkowej. Tutaj dla przykładu mam pocztówki, które przybyły do mnie ze słonecznej Algierii,czytam o niej, spoglądam na kartki, piszę o nich na blogach i od razu słoneczniej na duszy.


Znudzenie i zmęczenie ciała i ducha ciągłym siedzeniem w domu,gdy weekend nadchodzi a tutaj znowu leje ?!  Jest na to rada, uwielbiam eksperymentować w kuchni, zaglądam na blogi kulinarne i pichcę coś smakowitego dla mojego K. A po całym ciężkim dniu oddaję się rozkoszy picia świeżo zaparzonej kawy lub aromatycznej herbaty i oczywiście sięgam po książkę , to mój ukochany nałóg a dzięki wyzwaniom książkowym powinnam nadrobić stracony czas w klasyce literatury i przeczytać 52 pozycje w tym roku, tak więc mam co robić. Lektura zresztą prowadzi mnie w nowe i nieznane lądy z dala od szarzyzny dnia codziennego.

Wilgoć wokół mnie i brak witaminy D, ciemność widzę ciemność … Nie ma rady ale trzeba cześciej sięgać po warzywa i owoce, kocham mój Nutribulet za jego szybkość i spryt i nie ma jak rozpocząć dzień smacznym i odżywczym smoothie o poranku.
Co do spadku odporności i dobrej rady na ten temat to od paru miesięcy jestem wierna dwóm praktykom, przede wszystkim zaczynam dzień od soku z wyciśniętej cytryny i pomarańczy to wielka dawka witaminy C i naturalny otwieracz oczu a ponadto codziennie wypijam przynajmniej dwie filiżanki ,kubeczki herbaty z czystka.

Cóż to jest ten czystek ?

Czystek jest jedną z najsilniej działających roślin wzmacniających układ immunologiczny u człowieka, będąc przy tym całkowicie pozbawionym działań ubocznych czy też możliwości przedawkowania. Herbatkę z czystka mogą pić przy tym również dzieci, już od 3 miesiąca życia. Znakomicie smakuje z dodatkiem miodu i/lub soku z cytryny.

Problemy ze zmianą nastrojów przy tej aurze miałam odkąd przyjechałam do UK, moim naczelnym lekarstwem na tą dolegliwość jest mój mąż, szybko wybija mi głupoty z głowy poprzez niesamowite poczucie humoru jakie ma w sobie, ponadto uwielbiamy wspólne piesze wycieczki i jeśli choć odrobinkę się przeciera zaraz wyruszamy na mniejszą lub większą wyprawę , wszak zima to także czas kiedy można coś zwiedzić lub zobaczyć.

Dzisiejszy post powstał w ramach projektu Klubu Polek na Obczyźnie , w którym piszemy o tym jak przetrwać zimę i dawkujmy nieco strasznych lub groźnych historii z naszych krajów ( mój kolejny post z tej serii ukaże się w marcu )

Tutaj możecie zajrzeć do kilku z moich koleżanek, które o swoich doświadczeniach w tym temacie pisały w ubiegłym tygodniu :

Karolina z Meksyku – KLIK
Anna z Tajlandii – KLIK
Anna J i jej straszna historia – KLIK

Pozdrawiam zimowo 🙂