Kto się boi prezydenta?

Tak więc stało się , doczekaliśmy się uroczystego zaprzysięzenia i inauguracji 45 prezydenta USA Donalda Trumpa. Od początku budził wiele kontrowersji, za swoje dość śmiałe w treści wypowiedzi,za życiorys zupełnie nie pasujący do waszyngtońskich gabinetów i za obraz rodziny bardziej w stylu Kardaszianek niż przyszłych mieszkańców Białego Domu.

Inauguracja i zaprzysiężenie również pobudziło wyobraźnie internautów, zaroiło się od postów, komentarzy na Twitterze czy Facebooku nie wspomnę o memach krążących w sieci na temat wyglądu pierwszej damy, zachowania Trumpa względem swojej żony czy frekwencji uczestników samego wydarzenia.

Fot. Memecrunch.com


 

Wsadzić kij w mrowisko 

Donald Trump od początku swojej kampanii w swoich dość radykalnych w treści wypowiedziach twardo wskazał drogę swojego myślenia – brak tolerancji dla terroryzmu,przywrócenie dawnej potęgi i siły Ameryki. Konserwatyzm w czystej postaci. Okazuje się ,że współczesny świat nie potrafi zaakceptować jego planów,obawia się jego radykalizmu i widzi w nim wariata przebranego w mundur polityka. Zarzuca się mu szowinizm i brak poszanowania praw człowieka,nie wspominając o braku tolerancji. Ameryka to kraj wybudowany na sile pracy ludzkich rąk, to zlepek wielu kultur. Faktem jest ,że wypowiedzi Trumpa o ujednoliceniu nacji, izolacji i wręcz wrogiemu nastawieniu do państw islamskich dodaje mu większej liczby wrogów niż przyjaciół na początku jego prezydenckiej drogi. Jeszcze zaledwie pare dni temu usłyszeliśmy o podpisaniu przez niego ustawy o zakazie przekraczania granicy amerykańskiej emigrantów przybywających z Syrii, Iraku, Iranu, Somalii, Libii, Sudanu i Jemenu. Trump zostawił jednak zielone światło dla chrześcijan wywodzących się z wymienionych wyżej państw. ( ustawa obowiązuje 90 dni )

A co z obecnymi w USA obywatelami wywodzącymi się z tych państw,nawet tych z Zieloną Kartą ? Nie znamy odpowiedzi na to pytanie, nie jest to do końca jasne.

Czy to czysty radykalizm czy może zdecydowany ruch w kierunku ratowania własnej ziemi ?  Przyglądając się pierwszym dniom jego prezydentury nie mogę nadziwić się działaniom społecznym, które mają miejsce na całym świecie. Jestem przekonana, że socjolodzy zacierają ręce na obecne ruchy i wystąpienia prezydenckie. Chyba żaden z poprzednich prezydentów USA nie spotkał się z tak niechętnym odbiorem swojej osoby przez opinie publiczną jak Donald Trump, nie dotyczy to tylko Ameryki ale i innych państw na świecie.

Marsz kobiet w Waszyngtonie i innych miastach amerykańskich 

21 stycznia ulicami Waszyngtonu i kilku innych miast Ameryki, Europy a nawet Azji przeszły tysiące kobiet. Marsz był odpowiedzią na seksistowskie i ksenofobiczne podłoże kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa. Tysiące kobiet na świecie podniosło głowy aby pokazać swoje niezadowolenie, obawę przed brakiem respektu i szacunku praw kobiet.

Stoimy twardo wszystkie razem wraz z naszymi partnerami,dziećmi aby bronić naszych praw, naszego bezpieczeństwa, naszego zdrowia i naszych rodzin. Nasza różnorodność i odmienność to siła naszego narodu.

Tak mniej wiecej w wolnym tłumaczeniu brzmiało przesłanie marszu, sama myśle iż kampania Trampa była tylko kropką nad i, od dawna bowiem świat zniesamoczony jest walką, krzykliwością zła i obłudą cywilizowanego świata mającego w głębokim zapomnieniu tych najbiedniejszych, państw objętych wojną.

Czy jednak wystąpienie kobiet może zmienić działania współczesnego świata ? Czy tłum kobiet wołających o poszanowanie swoich praw biorących udział w marszu ma jakiś wpływ na zmiany?

Na pewno to ważny głos ale może światu bardziej potrzebne są bardziej radykalne zmiany, twarde działania, ludzie czynu a nie tylko słowa i hasła oraz zdjęcia posyłane na Facebook i hasztagi.

Fot. Cosmopolitan.com

 

Mosty a nie mury 

Fala protestów przeciwko ksenofobicznym działaniom w trakcie kampanii objęła rownież Wielką Brytanię, na wielu miastach angielskich rozwieszone zostały banery z hasłem BRIDES NOT WALLS , w moim mieście także zawisł na moście łączącym stare mury miejskie. Podczas spaceru po centrum miasta natknęłam się na protestujących, rozmawiali z przechodniami, nie mogłam przejść obojętnie i nie wdać się w krótką rozmowę. Wszyscy mówią o współczesnym wymiarze faszyzmu, nienawiści i braku poszanowania prawa. Dla mnie wszystkie te działania ukierunkowane są w słusznej sprawie, bo nie powinno być w świecie miejsca dla ksenofobii czy fałszowania rzeczywistości. Nawołują do zatrzymania nienawiści i tolerancji i odmienności każdego człowieka, innego narodu, otwarcia na problemy emigrantów.



To co z tym strachem ? 

Czy faktycznie rządy nowego prezydenta USA przyniosą fale niezdrowych ruchów czysto narodowościowych ? Czy Ameryka faktycznie stanie się krajem odgrodzonym murem od Meksyku ? Dzisiejsza Europa boi się izolacji, pozbawienia jej wpływów i zamknięcia granic. Jednak czy ruch ksenofobii i braku tolerancji nie jest dzisiaj bardziej obecny w milczących twarzach polityków gdy pojawiają się pytania na temat dalszych losów mieszkańców Syrii ? A jak ma się do tego Brexit, który głównie skierowany jest przeciwko emigracji. Bo przecież mamy być tolerancyjni wobec odmienności naszego sąsiada, byle tylko nie postawił przed naszym domem meczetu. Nie wkradł się ukradkiem w nasze, stare europejskie zwyczaje ze swoim zwyczajem i kulturą innego narodu. A jak jeszcze zabierze nasze pieniądze w poczet rodzinnych benefitów to stanie się tragedia. Nie chce tutaj powiedzieć,że popieram obraźliwe hasła kampanii ludzi Trampa, jestem jednak za wyrażeniem prawdy bo sama widzę tu jakieś zakłamanie. Nawoływanie do nadziei i pogarda wobec nienawiści powinna wiązać się z prawdą i właściwym rozumieniem wartości dobra i zła.

Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm

(św. Jan Paweł II , Encyklika Centesimus annus, 1991 r.)