Legenda na Walentynki

Zima w Anglii nie ma końca. Styczeń, teraz luty ciągną się w nieskończoność, dni są takie same, szare,naburmuszone chmurami czasami ustrojone w poranne mgły. Słońca mało a każdy dzień wydaje się jakby zlepiony z kolejnym, tylko noc je oddziela. 

W takie zimowe dni raczej szukam rozrywki w poszukiwaniu lokalnych imprez, festiwali sztuki czy zwyczajnie zamykam się w moim pokojowym kąciku i uspokajam nerwy oczekiwania na wiosnę przy stronicach dobrej książki. Niedawno wpadła mi w ręce pewna baśń, jej historia jakoś dziwnie dopasowała mi się pod Walentynki.

Oto historia rycerza Bevois. Sama jakoś nie darzę tego dnia szczególnym sentymentem, ot kolejna propagandowa lub komercyjna bzdura ale skoro wszyscy wysyłają serduszka, mówią o miłości to ja dla przykładu zapodam Wam historię o rycerzu i damie jego serca. A jak to w przypadku historii o miłości bywa nie wszystko poszło tak lekko… Legenda związana jest też  z miastem, w którym teraz mieszkam- Southampton.Kto chce niech wierzy, a kto kiedyś zajrzy do Southampton niech ma oczy szeroko otwarte…

Legenda o Sir Bevois

Dawno, dawno temu kiedy jeszcze Southampton nazywane było Hamptun i bardziej przypominało gród otoczony fosą niż dzisiejsze miasto, w mieście na wzgórzu stał wybudowany wielki zamek. Mieszkańcem zamku był ojciec i syn. Ojciec to hrabia Guy zaś jego syn to mały Bevois.

Ojciec i syn skazani byli na życie razem, niestety ich relacje nie były zbyt udane.

Matka Bevois umarła jak był on jeszcze bardzo mały a jego ojciec wciąż jeszcze nie potrafił o tym zapomnieć. Zapomniał o małym chłopcu, który rownież stracił matkę, zawsze był dla niego surowy i nie potrafił okazać wobec niego uczuć lub więcej czułości. Sir Guy nie był złym człowiekiem zapomniał tylko jak ważne jest aby doceniał wysiłki swojego syna i wspierał go w tym co robi.

Pewnego dnia hrabia Guy postanowił wyruszyć na przechadzkę do lasu, idąc daleko w głąb napotkał na swojej drodze kobietę z małą dziewczynką. Kobieta niosła ze sobą siedem drewnianych dzbanów wypełnionych wodą. Guy zdziwił się i zapytał co robi z tymi dzbanami.

– Zanoszę je do wioski gdzie je sprzedaje , to moja praca – odrzekła kobieta.

Guy urzeczony zaradnością kobiety postanowił odkupić jeden z dzbanów i szybko go wypił, widząc jak bardzo dba o swoją córkę i jak bardzo jest pracowita postanowił pojąć ją za żonę i zabrał ją ze sobą do zamku.

Wydawało mu się iż może być dobrą matką dla jego syna.

Niestety bardzo się mylił, kobieta okazała się być bardzo przebiegła i zła, Bevois ucierpiał na tym najbardziej bo był traktowany przez swoją macochę jak najgorszy sługa. Jedynym pocieszeniem był fakt iż bardzo dobrze rozumiał się z jej córką Jocyan, dzieci bardzo się zaprzyjaźniły.

A czas uciekał a Bevois i Jocyan rośli i stawali się coraz bardziej dorośli, ich przyjaźń przeobraziła się w wielką miłość. W tym czasie hrabia Guy robił się coraz starszy i wiadomym było iż władze nad zamkiem i miastem przejmie w przyszłości jego syn, który chciał poślubić swoją wybrankę. Nie podobało się to jego macosze, która sama ostrzyła sobie zęby na pozycje hrabiny.Podstępem nakłoniła Sir Guya aby wygnał syna z miasta, ponieważ chce pozbawić go majątku i życia.

Guy po raz kolejny nie posłuchał wewnętrznego głosu i wygnał syna z zamku, Jocyan popadła w rozpacz po stracie ukochanego.

Bevois wyruszył w samotną wędrówkę , kiedy już miała zapaść noc zobaczył w lesie małą chatkę.  Zapukał ,drzwi otworzyła mu staruszka , zapytał czy mógłby w środku przenocować. Kobieta nie była zbyt tym uradowana ale postanowił ,że w ramach zapłaty podzieli się z nią jedzeniem jakie zabrał na drogę. W trakcie posiłku zorientował się ,że kobiecina musi być dość biedna bo izba wyglądała bardzo ubogo a babcia zajadała jakby dawno nie miała nic w ustach. Bevois miał miękkie serce , oddał babci prawie cały zapas swojego jedzenia. Nad ranem babcia podziękowała za jego wielkie serce i podarowała mu prezent , był to mały, drewniany flet. Nie był to jednak zwykły instrument, miał swoim dźwiękiem poderwać wszystko do tańca. 

W trakcie swojej dalszej wędrówki natknął się na szałas pasterza, zapytał go czy nie szuka pomocnika do pracy. Ten jednak odparł zasmucony, że sam szuka pracy bo wszystkie jego owce uciekły w popłochu przed wielkim olbrzymem, który mieszka w pobliskim lesie. Olbrzym miał na imię Ascupart. Bevois postanowił odwiedzić olbrzyma, nie zrażony ostrzeżeniami wyruszył mu na spotkanie. Usiadł na zielonej łące i czekał. Olbrzym od razu chciał pokazać jak bardzo jest silny, Bevois nie przejmował się nim, wyciągnął swój czarodziejski flet i zaczął grać.

Z pierwszym dźwiękiem muzyki wszystko wokół zaczęło tańczyć , drzewa tańczyły, krzewy i trawa oczywiście Bevois tańczył, olbrzym też zaczął podskakiwać. Ascupart szybko się zmęczył i zaczął wołać

– Stop, stop zlituj się , przestań już grać, zrobię wszystko co zechcesz. Za chwile pójdę do lasu i przyniosę ci najlepszą zbroję i miecz, podaruje ci także najpiękniejszego rumaka, tylko zlituj się nade mną.

Bevois przestał grać a olbrzym poszedł do lasu, wrócił jednak z drewnianym mieczem, łachmanami i starym osłem. Bevois zaczął grać na nowo, olbrzym znowu zaczął podskakiwać. Po pewnym czasie zaczął znowu błagać o łaskę , tym razem gdy poszedł do lasu.

Wracając przyniósł ze sobą piękną , lśniącą zbroję i miecz, który nosił nazwę Mortglay, przyprowadził też ze sobą pięknego, białego rumaka. Koń nazywał się Arundel.

Od olbrzyma Bevois dowiedział się strasznej rzeczy, zamek jego ojca i miasto nęka olbrzymi smok, który codziennie domaga się posiłku. Wszystkie zapasy się wyczerpały, ludzie oddali mu wszystkie swoje zwierzęta , z braku innej możliwości codziennie losowana jest jedna dziewczyna, która ma być przekazana smoku na pożarcie. Dzisiaj wieczorem tą ofiarą ma być ukochana przez Bevois Jocyan. Rycerz wyruszył na swoim rumaku aby ratować ukochaną, towarzyszył mu w jego drodze olbrzym, który stał się jego wiernym sługą.

Kiedy nadszedł czas walki ze smokiem Bevois zaczął grać na swoim flecie i znowu wszystko wokół zaczęło tańczyć, tańczyły drzewa i krzewy, tańczył olbrzym i Bevois , tańczyła nawet lekko jego ukochana, tańczył i smok. A gdy tak tańczył stawał się coraz mniejszy i mniejszy aż stał się wielkości konia, a potem tańczył nadal i stał się wielkości człowieka, a pózniej wielkości psa, na końcu stał się tak mały jak zielona bańka mydlana. Maleńką bańkę rozdeptał koń Arundel tak że się stała niekształtną, zieloną plamą na ziemi. Bevois wrócił do zamku i uściskał swojego ojca, macocha została na zawsze wygnana z miasta a Bevois i Jocyan wzięli ślub i żyli długo i szczęśliwie. 



Historia rycerza Bevois ( spotyka się też nazwę Bevis) jest na terenie Wielkiej Brytanii dość dobrze znana nie mniej jak historia króla Artura , co jednak warto zauważyć ta druga ma bardziej podłoże społeczno historyczne zaś pierwsza to podanie przekazywane przez ludzi. Legenda została skrupulatnie spisana i może nie jest ona w świecie tak bardzo znana jak historia króla Artura jednak nie rozerwanie związana jest z miastem Southampton. A czemu nie miałaby być ?

Southampton to miasto wielu podań i opowieści.

Są różne wersje opowiadania, ja przytoczyłam Wam tę znalezioną w książce  Hampshire and Isle of Wight Folktales 

 

O TYM GDZIE MOŻNA ZOBACZYĆ W MOIM MIEŚCIE ŚLADY LEGENDY NAPISZĘ W NASTĘPNYM POŚCIE W SAME WALENTYNKI- ZAPRASZAM !