Leśne jezioro

Styczeń  w pełni, czasy lenistwa świątecznego minęły bez powrotne. Otworzyliśmy nowy etap naszego życia wraz z przybyciem 2017, wielu ma swoje nowe postanowienia rownież związane z ruchem,zdrowiem itp. Chyba bardziej wychodząc im na przeciw  postanowiłam podzielić się z Wami tym postem.

Każdy z nas ma swoje własne zwyczaje związane z czasem świąt, moja rodzina ma też takie jedno,swoje małe coroczne przyzwyczajenie. Po dniach biesiadowania, kolędowania i dzielenia się radością świąt, nie wspominając o czystym lenistwie mamy często trochę dosyć tej całej otoczki, migoczących światełek i widoku jedzenia na stole. Najlepszą rzeczą, którą możemy wtedy zrobić jest zwyczajnie wyjść z domu, iść na spacer, pooddychać świeżym powietrzem. Mamy takie swoje ulubione miejsce, to Park Narodowy New Forest ( o nim pisałam Wam już co nieco TUTAJ) jego wielki obszar jest tak wielki i zróżnicowany, że za każdym razem odkrywamy coś nowego.

W tym roku wraz z moim K drugiego dnia świąt wybraliśmy się w okolice wioski Fritham. Jak tylko dojedzie się do wioski to wszystko wydaje się jakieś dziwne, nie jest to bowiem typowa miejscowość wiejska. Przede wszystkim uderza spore odosobnienie, wioska z jednej strony odgradza spore wzgórze i szeroki pas lasu.


Na zakręcie przy wjeździe uwagę zwraca kilka niepasujących do otoczenia domów, moją uwagę przykuwa zawsze zabudowania z otaczającym go wielkim ceglanym murem i osobliwą wieżą. Nie można oprzeć się wrażeniu iż to pozostałości po dawnych czasach feudalnych, gdy wioski w pełni zależne były od otaczającego ich lasu, sami mieszkańcy żyli w tych azylach często w głębokiej izolacji, z rzadka odwiedzając swoich sąsiadów. Mijając wieżę natknąć się można na typowo farmerskie zabudowania, sporo aut zagęszcza się na parkingu przy pubie. My go skutecznie mijamy i udajemy się w dalszą drogę, niezbyt szeroki trakt wiedzie przez las i prowadzi do miejsca naszej wycieczki, oto przed nami Eyeworth Pond.

Fot. dronestgram.am

Niewielki parking przykucnięcnięty jest niemal do tego niezbyt dużego stawu ale przyciągającego spacerowiczów, pasjonatów fotografii i zwyczajnie kochających wypoczynek na łonie natury. Jak się okazuje sam staw jest sztucznym zbiornikiem wodnym, położony na dawnych królewskich terenach łowieckich. Po pewnym czasie zostały odkupione i w 1859 roku powstała tutaj fabryka prochu strzelniczego Schultze Gunpowder Factory, patrząc na to jakże spokojne teraz miejsce aż trudno uwierzyć,że przez prawie 100 lat prężnie działała tutaj jedna z najlepszych w tamtych czasach fabryk prochu, zatrudnionych tu było ponad 100 osób, pracujących w kompleksie 50-60 fabrycznych zabudowań.
Po prawdzie to staw jest dziś prawdziwym reliktem czasów,został sztucznie utworzony na potrzeby przemysłowe zakładu. Po samych zabudowaniach fabrycznych pozostało tylko kilka budynków bardziej straszących w gąszczu lasu, cały teren to już inna bajka. Odosobnienie stawu przyciąga dzikie ptactwo, można tu spotkać piękne, kolorowe mandarynki, dzikie gęsi czy kaczki krzyżówki, przy odrobinie szczęścia można nawet zobaczyć zimorodka. Nie brakuje i drobnego ptactwa, ludzie w Anglii kochają przyrodę i przynoszą dla ptasiej braci różne smakołyki,powieszone na gałęziach malutkie karmniki przywołują wesołe wróbelki, czy kolorowe sikorki. My także zabraliśmy ze sobą trochę ziarna i okruchów chleba czym najbardziej ucieszyliśmy sikorki, kowaliki,zięby. Odwiedził nas też rudzik.


Udając się nieco bardziej na północ od stawu można wybrać się na krótki spacer wgłąb lasu, prosta droga jaką szliśmy nazywana jest przez miejscowych Powder Mill Road , to właśnie tędy wyprowadzany był transport z dostawami. Droga wyprowadzi nas na pasmo wrzosowisk porastających okoliczne pagórki.

Zima w Anglii bywa rożna, w moim regionie często deszczowa i bardziej wilgotna, las i przylegające do niego łąki mienią się kolorami pózniej jesieni, więcej tu szarości, brudnej zieleni, ciemnych brązów. Nie przeszkadza to jednak w podziwianiu jego piękna, uwielbiam patrzeć na ogrom wijących się konarów drzew, podglądam huby przyczajone z boku i wypatruje zwierząt i ptaków. Parafrazując poetę „można też i pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko…” Co jeszcze uderza, cisza i spokój i wierzcie mi tego mi było trzeba po rozwrzeszczanym i kolorowym grudniu i świątecznym zamieszaniu.

Pozdrawiam serdecznie 🙂