Majówka czyli nieco inne podsumowanie ubiegłego miesiąca 

Mamy już czerwiec ale zamiast robić podsumowanie opowiem nieco o moim minionym miesiącu. Tradycyjnie w Anglii zakończony jest długim weekendem. Tutaj wszyscy się śmieją się iż na długi weekend nie ma co planować bo na 100% będzie padał deszcz. W maju udało mi się nareszcie rozpocząć nasze wędrowanie,co roku wybieramy trasę i zwyczajnie idziemy w teren, tak najlepiej można zwiedzić Anglię a do tego odkryć jakieś cuda nie zapisane w żadnym przewodniku. Oczywiście będąc zapaloną zbieraczką pocztówek kocham poznawać nowe miejsca,zgłębiać historię i przy okazji zaopatrzyć się w nowe pocztówki na wymianę. 

Majowe długie weekendy 

Nareszcie mogliśmy ucieszyć się piękną pogodą,maj to jeden z moich ulubionych miesiąców,wszystko wręcz kipi od kwiatów i zapachów. Ten rok nieco ociąga się z konkretnym przywitaniem wiosny i lata w Anglii, dlatego każdy promyk słońca przyciąga czy to na plaże czy do lasu,parki zaludniają się tłumnie i nawet centa handlowe nie cieszą się takim powodzeniem jak ogródki pubów w słoneczny dzień.

 Nasz maj rozpoczęliśmy od wycieczki w dolinę rzeki Test. Rzeka wije się w południowo wschodniej części Anglii w hrabstwie Hampshire, nasza wycieczka prowadziła trasą wiodącą przez dolinę rzeki Test. Dzisiaj obszar ten jest objęty ochroną ze względu na swoje walory środowiska naturalnego,bogactwo flory i fauny przyciąga przyrodników,zwykłych spacerowiczów czy ludzi kochających spędzanie wolnego czasu na łonie natury.

Musicie wiedzieć iż cała Anglia to jedna wielka pajęczyna ścieżek i szlaków gotowych do eksplorowania, nie są one jednak oznaczane kolorami jak w Polsce,ścieżki znajdują się na mapach ale można je rownież eksplorować przez nowoczesne gps do turystyki pieszej,ważne jednak aby wiedzieć jak to ustrojstwo opanować a to już działka mojego pana męża, który kocha takie gadżety a ja cieszę się iż dzięki temu sprawie mu troszkę frajdy a przy okazji wyciągnę z domu.

Hampshire to przede wszystkim urocze wioski, w których kryją się takie cuda. To chyba najbardziej typowy obraz tradycyjnej,angielskiej wsi. Domy budowane z naturalnych surowców i kryte strzechą. Ten zauważyliśmy przy naszej drodze,nie mogliśmy przejść obojętnie. 

Kocham maj za te cudownie kwitnące drzewa i jaśniejące żółcią pola rzepaku,takiego widoku rownież nie zabrakło w czasie naszej wyprawy. Nasza ścieżka nawet na początku wydawała nam się dość monotonna,zwykła wiejska droga,nieco pod górkę i prażące słońce. Trzeba jednak dojść do celu i oto naszym oczom ukazały się piękne wzgórza jaśniejące złotem rzepaku do tego żywego ducha, zauważyliśmy krążące w oddali cienie myszołowów.

Nie zabrakło też nieoczekiwanych spotkań, po drodze spłoszyliśmy spore stado saren w małym zagajniku,na polanie spotkaliśmy piękne mahoniowe krówki. Sama je tak nazwałam ze względu na ich piękny odcień sierści, było to takie krowie przedszkole czyli mamy z ich maluchami i wierzcie mi powiedzenie „robisz cielęce oczy” nie jest przekłamane – cudownie niewinne spojrzenie zaopatrzone w firankę rzęs.



Przerwa obiadowa

Jak się idzie na pieszą wycieczkę to warto pomysleć o suchym prowiancie bo wyrabiane kilometry lub po angielsku mile dadzą o sobie znać. Czasem zdarzyć się może iż na swojej drodze spotkamy jakiś przydrożny pub, ślady dawnej pielgrzymiej tawerny, tak było i z nami, nie mogliśmy więc sobie odmówić dobrego i domowego posiłku. W moim przypadku nie przeszłam obojętnie obok cieplej bagietki z kawałkami baraniny i warzywami a do tego szklanka wybornego cidra. 

Maj już za nami wzbogacający nasze wrażenia widokiem kwitnących ogrodów,roześmianych dzieci w parkach miejskich czy na plażach. Anglia tęskni za słońcem i każdy jego uśmiech wita z entuzjazmem,piszę do Was u schyłku pierwszego czerwcowego weekendu,tym razem pogoda też mnie nie zawiodła i za mną kolejna wyprawa o której napiszę niebawem. 

Na koniec jeszcze mały kolaż majowych wspomnień i witaj czerwcowy długi wieczorze i ciepły jeszcze w rosie zanurzony poranku…mam nadzieję.