NAJAZD WIKINGÓW I NIE TYLKO…

W jednym z postów pisałam o moim małym oswajaniu mojej małej, nowej ojczyzny. Robię to stopniowo, w weekendy staram się zwiedzać,  obserwować i oczywiście dużo czytam. Ostatnio wpadła mi w ręce dość ciekawa książka,bardziej album ze zdjęciami. To zbiór niezwykłych fotografii Southampton z dawnych czasów, ( niektóre zdjęcia były wykonane w pierwszych latach ubiegłego wieku)wraz z porównaniem tych miejsc z czasami obecnymi. Ciekawie jest zobaczyć te wszystkie przemiany i ocenić własnym okiem,co miasto utraciło na zawsze a co się w nim pojawiło nowego.
Dzisiaj jednak nie będzie o starych fotografiach ale o tym jakie przemyślenia przyszły mi do głowy po odczytaniu paru nowinek historycznych.
Pewnie wiele osób śledzi teraz serial telewizyjny ‚ VIKINGS’, ja sama jakoś nie podjęłam się tej misji ale film podobno uchodzi za jeden z lepszych i może być nieco zmienić nasz pogląd  o tych wojownikach.
Poznając w historię wysp brytyjskich można dowiedzieć się, że szczególnie początkowe wieki zanim ukształtowało się jako takie państwo to rewir działania prowincji cesarstwa rzymskiego a później teren działań burzliwych konfliktów z państwami ościennymi, co mnie szczególnie zaciekawiło to właściwie uciążliwe w tamtych czasach dla mieszkańców wyspy, utarczki z wikingami.
Jak ja, córka narodu polskiego widziałam dotąd wikinga?:)
Chyba tak jak większość ludzi, rosły mężczyzna w swojej zbroi,hełmie ozdobionym olbrzymimi rogami,wielką najlepiej rdzawą brodą i groźną miną wielkiego wojownika. Co stanowi tło tego obrazu, oczywiście nieśmiertelna łódź wikinga, wielkiego śmiałka i podróżnika, odważnego zdobywcy nowego lądu. Jak się jednak okazuje ten wojownik, wielki zdobywca nie jest do końca realny.

image

Miasto Southampton, w którym mieszkam zmagało się z najazdami wikingów niemal od 793 roku do końcowych lat 9 wieku n.e
To była jak jazda bez trzymanki, raz miasto przeżywało oblężenie i udawało mu się odeprzeć atak, by w innych latach być miejscem odwetu za niezdobycie Londynu. Biedni mieszkańcy muszą przeżywać najazd niechcianych gości, którzy na dodatek palą, niszczą i plądrują. Szczególnie około roku 980 miasto dotkliwie odczuwa zapędy północnych sąsiadów do rozgoszczenia się na dobre na tych terenach. Czy jednak wszystko było takie destrukcyjne? Chyba nie, bo właśnie te ciągle nękania i najazdy spowodowały wzmocnienie więzi ze stolicą w Winchesterze, to już nie jest miasto na bagnach z bliskim dostępem do wody. Ponadto słynne statki wikingów budzą podziw,dają do myślenia i skłaniają do kreatywnego działania. Wielcy szkutnicy słynnej flotylli brytyjskiej rodzą się na tym terenie, budowane są pierwsze małe stocznie.

image

Tyle o historii z Southampton i z wikingiem w tle, nie ulega wątpliwości iż to miasto zawsze było miastem oblężeń większych lub mniejszych. Czy to w czasie najazdów wikingów, bombardowania przez niemieckie samoloty w latach 40-tych ubiegłego wieku, czy emigracyjnego najazdu na to miasto po 2004 roku. Nie można przemilczeć tego tematu,to miasto na nowo jest oblegane z każdej strony, tym razem jednak współcześni wikingowie noszą sari zamiast wełnianej spódnicy, mają na głowie turbany lub posługują się dziwnym szeleszczącym, strasznie donośnym i szybkim w swojej wymowie językiem.
Dzisiejsi wikingowie nie noszą co prawda zbroi i hełmu z rogami, wolą jednak nosić się po swojemu,wyrażać swoje myśli na swój własny, często niezrozumiały w swej szczerości sposób. Dlaczego porównuję współczesnych emigrantów do okrutnych i bezwzględnych w swych działaniach wikingów?
Ja też jestem jednym z takich przybyszów, współcześni przybysze nie gwałcą i niszczą lokalnej ludności ale realnie zmieniają oblicze tego miasta. To nie jest już miejsce spokojnej, nieco leniwej angielskiej egzystencji, to jest już miasto wielkich przemian. Tutaj rodzą się dzieci emigrantów mieszkających na tym terenie,tutaj szkoły zatrudniają polskich nauczycieli aby wspierali pracę z dziećmi dwujęzycznymi, tutaj tworzy się nowe miejsca pracy dla gotowych do poświęceń ludzi, takich co, nie boją się zakazać rękawy do ciężkiej pracy, często nie zwracając uwagę czy ma to miejsce w dzień, czy w nocy. Tutaj emigranci zakładają własne firmy, posuwają pod nos swoje własne produkty żywnościowe oczywiście kupione w ich własnym sklepie. I jak tutaj nie mówić o małej, cichej rewolucji. To zmiana tego świata, może niezbyt spektakularna ale skuteczna w swoim działaniu.
A co z tym grabieniem i paleniem, chyba troszkę jest go w naszym nieco zbyt uporczywie poważnym podejściu do życia, ciągłym czepianiem się ich myślenia o sobie w kontekście „pempka swiata” ,myśleniem o sobie iż jesteśmy najmądrzejsi na świecie bo wiemy gdzie znajduje się Azja, Australia czy co jest stolicą Hiszpanii,gdy im zdaża się szukać Australii w okolicach koła podbiegunowego.
Jak o tym myślę, to wydaje mi się iż tubylcy są najbardziej cierpliwym narodem na świecie. Nie martwią ich te zmiany w większej skali, uczą się swoich ‚najeźdźców’ na nowo,przyjmują ich z uprzejmy uśmiechem i standardowo pytają o to jak się im udał dzień, mimo iż jest to tylko pytanie czysto retoryczne. Na dodatek pokazują co znaczy być otwartym na nowe możliwości, nie zamykają w jednej szufladce, ostrożnie oswajają z pojęciem bycia u siebie. Nawet we własnym prawie głośno manifestują iż każdy ma prawo być inny, niekoniecznie angielski.
Nie ukrywam iż piszę tutaj o Polakach, którzy tłumnie przybyli i nadal przybywają na wyspy po otwarciu granic. Nic na to nie poradzę iż większość z nas wybrała sobie jako swój nowy dom ten dziwny kraj, w którym samochodem jeździ się po lewej stronie ulicy, gdzie zwykłe mycie rąk grozi popażeniem bo z kranu nie poleci zimna i ciepła woda ale osobno wżątek i lodówka.
Sama też przybyłam do tego kraju absurdów, najechałam na krainę najmniejszych domów w Europie, warto jednak wspomnieć iż pomimo piętrzącej się liczby ludności, coraz większej wymieszki językowej słyszalnej na ulicy to nikt mnie nie wygania, nikt nie komentuje, nie ma wrogiego nastawienia.
Może właśnie to jest ta słynna angielska flegmatyczność, gdy zamiast buntowniczej postawy widać tylko cierpliwy uśmiech i brak zdziwienia na twarzy iż nowy sąsiad wprowadzający się na parterze do bloku nie jest jednym z synów Albionu.

image

Lunafly