OPOWIEŚĆ Z KRAINY UŚMIECHU

rd_imageWYZWANIE CZYTELNICZE 2015 – KSIĄŻKA NA PODSTAWIE PRAWDZIWEJ  HISTORII 

rd_image

Luty w pełni, za oknem rządzi wciąż nieco rozkapryszona zima, właśnie szczególnie w takie dni marzy mi się kraina słońca, złotego piasku i lazurowego nieba. Tajlandia to niemal raj na ziemi, cudowny kolor wody, kwiaty krzyczące wszelkimi kolorami tęczy, niespotykane nigdzie indziej cuda natury a do tego mili ludzie. Nazywana ” Krainą uśmiechu”ze względu na łagodne usposobienie mieszkańców, zawsze uśmiechniętych i radosnych, pogodnie nastawionych do  świata. Nasza dzisiejsza opowieść to jednak zupełnie inna bajka, w niej typowo idylliczne obrazki zostaną tylko wspomnieniem, majakiem w głowie głównego bohatera jak na widokówce- wspomnieniu z wakacji.

„12 x śmierć, opowieść z Krainy Uśmiechu” to książka oparta na prawdziwej historii, wydarzenia w niej opisane to historia spisana piórem Michała Pauli, dziennikarza, artysty plastyka, podróżnika i eseisty. Bohaterem naszej książki jest sam jej autor, stąd jej forma przypomina nieco pamiętnik, chociaż poprzez brak typowych elementów dziennika, nazwałabym ją raczej zapiskami z jego ” tajwańskiej przygody”.

Michał Pauli mieszkając w Polsce próbował trudnić się sztuką użytkową, wraz z żoną tworzył ceramikę artystyczną i jednocześnie próbował ją sprzedawać. Niestety interes nie szedł mu zbyt dobrze, na skutek pewnych rodzinnych perturbacji pozostaje bez grosza przy duszy, sypie się również jego małżeństwo. Może właśnie takie wewnętrzne dramaty skłoniły go do ucieczki od przytłaczającego ciężaru życia, do tego dochodzi jego natura szalonego artysty, plus domieszka czystej głupoty i wpakowanie się w prawdziwe kłopoty wydaje się na wyciągnięcie ręki.

storyland14

Tajlandia jawi mu się teraz jako miłe miejsce na ziemi, gdzie nareszcie może odpocząć, nadać po raz kolejny sens swojemu życiu a do tego jeszcze dochodzi okazja małego „dorobienia sobie”- wysyła tabletki ekstazy przez pośrednictwo starej i dobrej znajomej. Leniwe życie w otoczeniu palm, kończy się tak szybko jak się zaczęło, gdy domniemana dobra znajoma okazuje się być agentką DEA ( Drug Enforcment Administration – organizacji rządowej ds.walki z narkotykami).

Aresztowanie jest niemniej spektakularne jak w amerykańskich filmach szpiegowskich, powalony na ziemię na ulicy, zakuty w łańcuchy trafia do więzienia.

Patrzyłem na świat jakby był wspaniałym marzeniem sennym.Wszystko rozmyło się dopiero przed ogromnym budynkiem sądu Rochada…

Najbardziej gorzką pigułką do przełknięcia w tej całej opowieści jest spotkanie z systemem sądownictwa i więziennictwa w Tajlandii. Dodatkowo dobijał mnie fakt iż nie jest to fikcja literacka ale opis realnych przeżyć. W tej części książki można zobaczyć dwa obrazy tego samego państwa, różniące się ze sobą zasadniczo- jedna część to piękna sielanka wakacyjna, typowy obrazek z widoczkiem, pełna i zwarta obsługa gotowa na powitanie turysty i jego…pieniędzy 🙂 Drugi obraz to Tajlandia ciemna, zapomniana, w cieniu kazamatów.

Na skutek wyroku sądowego nasz bohater trafia do więzienia o zaostrzonym rygorze, musicie wiedzieć iż w Tajlandii posiadanie lub rozprowadzanie narkotyków jest karane dużo większymi karami niż morderstwo, średnio taki delikwent dostaje od 50 lat do kary śmierci włącznie.

Skąd taka dziwna dysproporcja rozumienia wagi przestępstw? Najważniejszą osobą w stanowieniu prawa w Tajlandii jest król, to właśnie zgodnie z jego powiedzeniem ” Narkotyki potrafią zabić miliony ludzi, nie tak jak jeden morderca„,przestępstwa z nimi związane są traktowane bardzo poważnie. Mieszkaniem naszego bohatera na kolejne 6 lat staje się więzienie BangKwang, znane z tego,że jest jednym z najbardziej zatłoczonych zakładów penitencjarnych na świecie. Więzienie to jest miejscem zapomnianym przez ludzi i bogów na świecie, o ironio w kraju gdzie duchowość, religia miesza się z codziennością.

Tam ludzie zakuwani są w żelazne łańcuchy i tłoczą się w klatkach, pozbawieni warunków godnych człowieka. Kiedy czytałam jego opisy wyglądu celi, życia codziennego to zastanawiałam się ,czy to miejsce faktycznie istnieje a może to był jakiś majak autora. Śmiało można powiedzieć,że przebywający w tym miejscu ludzie stają się nie tylko ofiarami systemu ale przede wszystkim więźniami własnego umysłu. Ich umęczone chorobami, złym traktowaniem ciała a do tego pozbawione nadziei dusze, pomału umierają za życia.

Nie miałem już żadnego wpływu na to, co działo się z moim życiem. Było to jak paraliż ciała u kogoś, kto tonie lub próbuje uciec przed niebezpieczeństwem. Pozostało bezradne czekanie. Takie czekanie jest jak robak, który powoli wysysa wszelkie siły, pozostawiając marazm i szaleństwo.

Słyszałam kiedyś jak ktoś mądry powiedział,że w życiu wygranymi mogą być tylko ludzie z promykiem nadziei w sercu. Bez nadziei nie ma już nic, umieramy. Takim promykiem nadziei dla autora była jego własna rodzina.

Rozbudzone nadzieje zaczęły się wyrywać poza klatkę i mury, by po chwili wracać i jeszcze bardziej dobijać swoją nierealnością. A nuż, gdzieś tam istniała szansa (…) kotłowało mi się po głowie.

Ta nadzieja z pewnością pozwoliła mu przetrwać wszelkie trudne chwile, gdy czuł oddech śmierci na swoich plecach, gdy nie mógł znieść już więziennej gehenny.

Michał Pauli wyszedł z więzienia i wrócił do kraju po 6 latach odsiadki, to był chyba prawdziwy cud, został ułaskawiony przez króla Tajlandii (o prawo łaski dla niego prosiło trzech prezydentów RP- Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i  nieżyjący Lech Kaczyński).

storyland14.jpg

Książka na pewno nie jest materiałem redakcyjnym, może przez to dadaje jej więcej realizmu. Język jakim jest napisana jest prosty i nawet jak dla mnie zbyt skąpym w opis otaczającej rzeczywistości, zabrakło mi w niej zdecydowanie własnych przemyśleń autora. Kiedy się nad nią pochylicie to raczej nie spodziewajcie się wzniosłych i patetycznych uniesień, dla mnie jest ona zbyt surowa w swojej treści, chciałoby się więcej usłyszeć o tym, co działo się we wnętrzu serca autora, jakie emocje nim targały, co przeżywał a nie tylko czytać lakoniczny zapisek z dnia poprzedniego. Nie mogę jeszcze nie wpomnieć o samym twórcy książki, swoją publikacją wywołał przysłowiową burzę. Ma on zarówno tak samo dużo zwolenników, jak i przeciwników. Ja osobiście nie za bardzo go polubiłam, może dlatego iż za mało pokazał mi siebie, jaki jest , co się w nim zmieniło. Od samego początku książki drażnił mnie też jego cynizm i lekkomyślne ujęcie kwestii własnego przewinienia. Nie można wtedy nie pomyśleć – Skoro nawarzyłeś zupy, to ją teraz wypij. 

Z drugiej strony łatwo było mi przyjąć ton krytykancki ze stwierdzeniem-  Czemu robisz z siebie męczennika, przecież nie jesteś bez winy. Nie jest jednak jeszcze ze mną tak źle, bo nad tym sędziowskim tonem górę wziął podziw dla jego niezłomnością, wiarę i nadzieję iż uda mu się kiedyś wyrwać z tego piekła. Co jeszcze do mnie przemawia, to fakt iż nie mogę bawić się w sędziego, jego pokuta jest dopełniona i pozostaje nam tylko życzyć mu normalności w codziennym życiu. Sam autor w jednym z wywiadów napisał

Napisałem tą książkę żebym mógł dalej w ogóle żyć, żeby przestały mi się wreszcie śnić koszmary po nocach.To swoistego rodzaju katharsis, również po to żeby mój przypadek stał się ostrzeżeniem dla innych…

Ta książka jest jak niedobre w smaku lekarstwo, trzeba ja przełknąć aby przyniosła w finale spodziewany rezultat. Polecam ja wszystkim, którzy lubią literaturę faktu, nieco dziennikarskiego miszmaszu a także tym wszystkim, którzy chcą poznać inna odsłonę Krainy Uśmiechu.

Moja opinię o książce oparłam na pierwszym wydaniu książki, obecnie można kupić wydanie dodatkowe poszerzone- informacje TUTAJ

TYTUŁ : 12 X ŚMIERĆ, OPOWIEŚĆ Z KRAINY USMIECHU
AUTOR : MICHAŁ PAULI
WYDAWNICTWO : ARTEST, KIELCE 2011
ILOŚĆ STRON : 238
MOJA OCENA : 5/10

DODATEK DLA ZAINTERESOWANYCH- WYWIAD Z AUTOREM UDZIELONY DLA TYGODNIKA ‚WPROST’