Pewnie wszystko przez Putina

Większa cześć kwietnia za nami, pozostał właściwie tydzień i powinnam skakać z radości na spotkanie maja a tym czasem ta Wiosna jakoś daje mi poplalić. Po pierwsze nadal jest zimno i jeśli słońce się pojawia to bardziej w przypływie jakiegoś dziwnego kaprysu. Po drugie ściga mnie jakieś natrętne przeziębienie, zaczęłam już nawet uodparniać się w naturalny sposób, zmieniłam swoje dawne złe przyzwyczajenia żywieniowe,dbam o siebie ale katar nie ma końca. Na dodatek nie mogłam nawet pojechać do Londynu na zjazd moich sióstr w blogowaniu na terenie wyspy, może wreszcie skończy się ta czarna passa. Uwielbiam piesze wycieczki i już od ponad trzech tygodni przekładam termin naszej,pierwszej większej wyprawy bo ciągle coś , nawet pocztówki mnie jakoś ostatnio omijały z daleka.
Ten tydzień należał do szczególnych w ciagu całego tygodnia dostałam aż albo tylko dla niektórych trzy pocztówki z największego kraju na świecie i jedną z nowego dla mnie kraju – z Litwy.

Ten olbrzymi kraj zawsze dostarcza mi kilka niespodzianek, jednak cały tydzień w barwach rosyjskich to czysta przesada. Ciekawa jestem czy i Wy tak macie?  Czytałam już dużo na temat logarytmu losowania i tego z jak częstotliwość wysyłanych kartek wpływa na to kto nas wylosuje. Dlaczego jednak ostatnio mam wrażenie iż większość pocztówek przychodzi do mnie z Rosji lub Chin. Czyżby większość postcrosserów tam mieszkała ? Z Chińczykami to jeszcze się nie dziwię bo ich liczebność mówi sama za siebie ale Rosja, tam są nawet regiony gdzie do najbliższej poczty jest ponad 20 km. To pewnie sprawka Putina 😉 Oczywiście sama osobiście nie mam nic przeciwko dostawaniu pocztówek z dawnego kraju Rad,zawsze to czysta zagadka ,pytanie co dostanę tym razem. Kiedyś jeden ze znajomych miłośników postcrossingu napisał iż swoimi myślami przyciągamy odpowiednie pocztowki, może moje złe samopoczucie i ogólna niechęć do czegokolwiek spowodowała iż nawet tych kilka kartek przybyło do mnie jakby z innej epoki.

Zupełnie inne miasto 

Z pewnością znacie ten moment,znajdujecie w skrzynce pocztówkę,piękny znaczek,ładny charakter pisma wyraźnie odznaczony rosyjską kaligrafią. ” Serdeczne pozdrowienia z …” W moim przypadku z Krasnodaru,szukam na mapie lokalizacji,spoglądam na olbrzymi bezkres rosyjskiej ziemi,odwracam pocztówkę i co widzę …zdjęcie z Saint Petersburga. Rozczarowanie, zdziwienie,sama nie wiem co…bardzo lubię to miasto, tylko czemu nadawca u licha nie wysłał mi pocztówki z własnego domu?!

  St. Petersburg nazywany jest Wenecją północy a to właśnie dlatego iż rzekę Newę i jej kanały dzieli około 300 mostów i kładek. Wielu turystów może oglądać miasto nocą z całkiem innej perspektywy, w nocy podnoszone są wszystkie mosty zwodzone. To podobno wspaniałe widowisko, trzeba tylko pamietać aby nie zostać uwięzionym po jednej stronie miasta na kilka godzin. Na pocztówce możecie zobaczyć Most Zwiastowania.
Jak z dawnych wieków 

Rosja to także piękne krajobrazy wsi, bezkres przyrody,olbrzymie lasy i polne drogi wijące się jak wstęgi pośród zagajników a gdzie niegdzie widoczne kopulaste dachy małych cerkiewek. Taki pejzaż chciała pokazać mi Liza, nadesłała mi dość staro wyglądająca pocztówkę ze swoich rodzinnych stron.

Cieżko mi na niej dostrzec szczegóły ze względu na nienajlepszą kolorystykę ,co jednak nie umknęło mojej uwagi to grupka dzieci. Jak dla mnie to jak obrazek ze starych podręczników do nauki języka rosyjskiego, grupa radosnych pionierów wybiera się na wycieczkę. Chciałam znaleźć dla Was zdjęcie jakiegoś typowego, sielskiego obrazu wsi rosyjskiej,niestety w sieci pełno raczej zdjeć olbrzymich i miejskich monastyrów a wieś to tylko stare chałupy. Bardziej szukałam widoku urokliwych cerkiewek i wtedy mnie olśniło ,przecież polskie Bieszczady aż się roją od takich obrazów. Oto doskonały przykład :

Fot. wyjade.pl

Na zdjęciu możecie zobaczyć przepiękne zdjęcie zrobione w Szczawne, cerkiew pw. Zaśnięcia Bogurodzicy jest pełna uroku. Bieszczady już od kilkunastu lat przywołują mnie swoją surowością ,zaplanowałam dłuższy wyjazd do Polski w roku następnym i może właśnie wtedy nareszcie odwiedzę to pełne poetyckiego ducha miejsce.

Czas na herbatkę 

Pisałam już wcześniej iż pogoda nie rozpieszcza,czuję się jakoś zagubiona w tym ciągłym zmaganiu się z zimnem, dlatego szczególnie po ciężkim i długim dniu wracam z pracy do domu i uwielbiam zaszyć się w moim kąciku czytelnika. Lubię urokliwe światło mojej lampki,cicho snującą się po pokoju nutę dobrego jazzu,jest książka,blogowanie i oczywiście musi być herbata w moim ulubionym kubku. Okazuje się iż ktoś wyczuł mój nastrój i wysłał mi przeuroczą , herbacianą pocztówkę.

Zdecydowanie była uwieńczeniem całego tego jakże zimnego tygodnia, dodatkowo moja nadawczyni napisała mi przepis na zrobienie herbaty po rosyjsku.

Co jest bardziej rosyjskie niż rosyjska dusza? Samowar. I herbata podana w szklance z koszyczkiem. Z cukrem, cytryną albo malinowymi konfiturami. Ponoć równie trudno znaleźć Rosjanina, który nie pije wódki, jak i takiego, co nie tyka czaju. Herbaciany rytuał to budowana przez setki lat tradycja, która stała się nieodłączną częścią kultury naszych sąsiadów. W carskiej Rosji czaj pijali wszyscy – od ludzi prostych po arystokrację. Ziołowy napar towarzyszył domowym spotkaniom, a samowar zajmował centralne miejsce w salonie albo w kuchni. Herbatę parzono w domu i w podróży. Na oficjalnych spotkaniach i na podmiejskich piknikach. Trudno sobie wyobrazić XIX-wieczną Rosję, opisywaną przez Tołstoja czy Czechowa, bez rytualnie parzonej zawarki (czyli esencji) podlanej kipiatokiem (wrzątkiem). Nawet rewolucja październikowa rozpoczęła się w oparach herbaty!

Pamietam modę w Polsce na metalowe podstawki i szklanki,dzisiaj wolę popijać herbatkę z filiżanki lub kubeczka ale nie pogniewalabym się wypić taką slodzoną dobrą konfiturą.

Bonus końcowy czyli kartka z nowego kraju 

Pocztówka jaką Wam teraz zaprezentuje przybyła do mnie z Litwy, wbrew pozorom pomimo bliskiego sąsiedztwa i wspólnej historii z Polską a dodatkowo wciąż nie gasnące korzenie rosyjskie,mogłyby nasuwać myśli iż nie trudno zdobyć kartkę z Litwy. Może łatwiej w Polsce,jednak dla mnie mieszkającej w UK to prawdziwy rarytas. Moja pierwsza pocztówka z litewskiej ziemi.

Pocztówka dość urokliwa, piękny park w jesiennej szacie…to szczegół iż wysłana na wiosnę. Lubię w niej piękne zdjęcie lipowej alei, w środku lata, gdy kwitną drzewa musi tam pachnieć nieziemsko. Zdjęcie zostało zrobione w Pałacowym Parku w Kretyndze.

Kretynga ( lit. Kretinga) to miasteczko położone w zachodniej części Litwy, żałuję troszkę iż nadawczyni nie wysłała mi pocztówki z wizerunkiem pięknego kościoła pw. Wniebowziecia N.M.P wraz z zespołem klasztornym a przede wszystkim wizerunku najsłynniejszego obiektu w tym mieście Zespołu Pałacowego rodziny Tyszkiewiczów. Jak sami widzicie to miasto nierozerwalnie związane jest z historią Polski. Dziewczyna ,która przysłała mi pocztówkę rozpoznała we mnie Polkę i miło powitała mnie radosnym ” Cześć „, szkoda jednak iż nie przesłała mi ciekawszej pocztówki,zwłaszcza iż jej miasto ma czym się pochwalić.

Pałac został gruntownie odrestaurowany w latach 80 tych, podobno warto zwrócić uwagę na piękne ogrody wraz z oranżerią. Tyle na dzisiaj.

Pozdrawiam serdecznie,dziś znowu pada a ja czekam na Wiosnę w pełni 😀🌷🌞