Przed podróżą /1

Właśnie dzisiaj uświadomiłam sobie, że za tydzień w kalendarzu pojawi się notka o pierwszym dniu jesieni i nie da się ukryć iż pomału do nas nadchodzi. Lato w Anglii czasem bywa deszczowe a jak już przyjdzie słońce i upał to nie trwa więcej a jednak ten rok nas zaskoczył, przynajmniej mnie tutaj na południu. Od połowy lipca słonko było łaskawe a upalnie było niemal do wczoraj. Nie byliśmy w tym roku na szczególnych dalekich wyprawach i może dlatego z nieco większą zazdrością podglądałam notatki innych blogerów, ich cudne fotografie i notki z podróży. Może właśnie ciesząc się tym słońcem obudziła się we mnie tęsknota do eksploracji nowych miejsc,ciekawych krain.

Oto zapraszam do nowego cyklu w odcinkach. Na dobry początek każdego tygodnia i w sobotnie wieczory zabiorę Was na Gran Canarie. Podróż odbyta zaledwie dwa lata temu nie została nigdzie odnotowana bo jeszcze wtedy nie istniał Storyland. Dzisiaj nie mogę odmówić sobie przyjemności aby przynajmniej na kartach bloga powrócić do tego pięknego miejsca. Niektórzy piszą pewnie o bardziej egzotycznych miejscach a ja dorzucam moje zdanie o GC. W moim postach znajdziecie nie tylko opisy miejsc ale i kilka moich prywatnych refleksji wraz ze zdjęciami pochodzącymi z moich prywatnych albumów. 

No więc wszystko zaczęło się tak…

Siedzimy już niemal na walizkach, wszystko spakowane, czuje lekkie motyle w brzuchu…Za oknem niewyraźne mgła, to normalne o tej porze roku Anglia raczej już nie zaskakuje, zreszta całe lato nie zaskoczyła, było wybitnie mokro i nieprzychylnie. 

Tym bardziej nie dociera do nas,że za pare godzin będziemy już na pokładzie samolotu.

Patrzę na nasza listę i zastanawiam sie,czy wszystko zabrane. Pewnie dla starych podróżników i trampkowych wyjazdaczy ta moja ekscytacja wyda sie nieco zabawna, nic na to nie poradzę, zawsze jakikolwiek wyjazd cieszył mnie jak mała dziewczynkę.

Chyba zreszta o to w życiu chodzi aby cieszyć sie z rzeczy małych….

Noc przychodzi , jeszcze tylko pare godzin….
Pobudka dość rzeska, miło sie wstaje z perspektywą nic nie robienia przez następne dwa tygodnie.

Mała nerwówka po 10 rano, stoimy przed domem na lekkim deszczu z bagażami a nasz znajomy jakoś nie nadjezdża….zaczynam kroczyć w jedna i druga stronę wzdłuż chodnika.

Na szczęście jest, z naszego Southampton jeszcze dwie godziny do lotniska i zaraz potem po 14.00 wylot do Areopuerto Las Palmas de Gran Canaria :-))

Lot trwa cztery godziny i pod koniec faktycznie wszystkich już roznosi, zwłaszcza,że w Rayanairze człowiek czuje sie jak w zatłoczonych autobusie miejskim. 

Z mglistej i szarej Anglii wlatujemy w blekit nieba,z okna samolotu widzimy wyłaniajace się z chmur kształty pozostałych wysp kanaryjskich, słońce zachodzi leniwie.

Buenas noches Gran Canaria ! 


 

C.D.N…