WALENTYNKOWY ZAWRÓT GŁOWY

Różowo się jakoś dzisiaj zrobiło, dzisiaj Walentynki- święto zakochanych lub jak inni wolą wspomnienie św.Walentego, patrona zakochanych i chorych psychicznie (!!!)😂
Hmm, nastawienie moje jest do tego święta bardziej niż mniej obojętne. Po pierwsze w momencie, gdy ja mogłam przeżywać swoją pierwszą ,szkolną miłość to święto na dobre jeszcze nie było znane w Polsce. Tak więc nie biegnę do najbliższego sklepu z wielką potrzebą wypisywanie kartek do wszystkich mi bliskich bardziej lub mniej osób w moim życiu. Po drugie zawsze z natury byłam buntowniczką, nie chciałam nosić najmodniejszych spodni, obnoszenie się z rzeczami z jakąś tam metką wręcz wywoływało salwę śmiechu. Dlatego wszelkie przejawy zbiorowego ogłupienia przyjmowałam ze wzgardą. 
Walentynkowość opanowała miasta i wioski w UK, każdy musi wyjść ze sklepu z wiązanką obowiązkowych czerwonych róż i do tego jakąś mniej lub bardziej wypasioną bombonierką ,  są i tacy co porywają się na butelkę szampana albo od razu nie siląc się na konwenanse kupują całe wielopaki  piwa. Do tego jeszcze doszła premiera nowego filmu ‚ The 50 Shades of Grey ‚, na podstawie głośnej i tak szeroko okrzykniętej kontrowersyjną, książki  E.L James o tym samym tytule – polskie tłumaczenie ‚Pięćdziesiąt twarzy Greya’.
Prawdziwy obłęd, o czym tu pisać w Walentynki- takie myśli nie opuszczały mnie cały tydzień. Chyba pomogła mi trochę ta premiera. Poczułam się przygnieciona nawałem informacji, z każdego kąta gazety i okienka wiadomości telewizyjnych wyziera na mnie relacja z premiery filmu w Londynie. Co ciekawe, to nie aktorzy przykuli moja uwagę ale ten rozwrzeszczany tłum fanek a w ręku każdej …KSIĄŻKA!
Ta książka jest dla nich jak skarb, wniosła tyle emocji i uczuć …
Wtedy pomyślałam, no właśnie co było moim pierwszym tytułem – książką, która wywołała we mnie rumieniec na twarzy, głośniejsze kołatanie serca, cicho skrywaną tęsknotą przed spotkaniem Tego Tajemniczego Kogoś …romantycznym pragnieniem bycia kochaną ?!
Wiadomo,że pisząc o tym wszystkim dzisiaj widzę to z większego dystansu i innej perspektywy. ( Mówiąc po krótce, doczekała się tego jedynego- jestem kobietą zamężną 😄)  
Co ciekawe książka, która poruszyła wewnętrzne nuty mojego serca nastolatki została mi ‚niechcący’ polecona przez moją mamę. 
TRĘDOWATA HELENY MNISZKÓWNY, bo o niej mowa była książką, którą czytała moja mama , chowając się w świetle latarki pod kołdrą przed wścibskim okiem jej starszych sióstr  

image

Kadr z filmu w reżyserii Jerzego Hoffmana (1976)

Klasyka polskiego romansu na mnie młodego podlotka z tendencjami do wiecznie zawstydzonej miny zadziałała piorunująco, pamiętam czytanie do późnych godzin nocnych i chowanie książki w moich sekretych miejscach, żeby przez przypadek nikt z domowników nie odkrył mojej tajemnicy. Czasy się zmieniają i dzisiaj mało szuka się romantycznych uniesień a opowieści z serii książę i biedna dziewczyna są raczej pojmowanie jak czysta dziecinada, może właśnie dlatego w dzień taki jak dzisiaj Walentynki pojawiają się historie z Greyem w tle. ( tak na marginesie – przeczytałam zaledwie połowę książki i odstawiłam ją szybko w kąt, nie byłam nigdy zwolenniczką czytania erotyków i nic dodać, nic ująć przegrywają z kretesem z moją duszą romantyczki )
Śmieję się sama z siebie,że pewnie noszę w sobie jakiś ‚ symptom Trędowatej ‚, ponieważ gdy mam ochotę na letnie,rozrywkowe czytanie ,może przerwę od czegoś cieżkostrawnego to jeśli już zdecyduję się na romansidło to unikam form agresywnych i krzykliwych.

Nie będę omawiać książek, które są moimi typami walentynkowymi bo wydaje mi się ,że są doskonale znane. Bardziej zależy mi abyście napisali o tej pierwszej Waszej książce wywołującej szybsze bicie serca.

image