Wzgórza Winchesteru 

Dzisiaj nie będzie zbyt dużo treści za to więcej zdjeć, postanowiłam w przypadku tego posta nieco odświeżyć dawniej przebyte ścieżki. Jakieś pare lat temu wybraliśmy się z K na przedwiosenną przechadzkę, pamietam dobrze iż Wiosna tamtego roku przyszła dość wcześnie bo już w lutym wszyscy mogli cieszyć się cieplejszymi dniami i słońce było bardziej łaskawe. Jesteśmy zapalonymi chodziarzami, nieco więcej ciepła i słońca od razu nastraja do weekendowych wycieczek.

Okolica Southampton naprawdę jest bardzo bogata w rożne trasy przeznaczone do turystki pieszej, wystarczy tylko zaopatrzyć się w mapę okolicy czy wgrać ją do przenośnego GPS ( tą działkę ma zarezerwowaną mój pan mąż), tym razem nasz wybór padł na wzgórza otaczające miasto Winchester – Old Winchester Hills 

Początek wyprawy – gdzie właściwie jedziemy 

Kiedy zdecydujecie się otworzyć sezon pieszej turystyki w czasie końcówki sezonu zimowego w Anglii, musicie zdawać sobie sprawę z kaprysów pogody. Anglia ma zdecydowanie klimat morski a przełom lutego i marzec to czas występowania wiatrów,sztormów nad  Atlantykiem. Rezultat może być tylko jeden deszcz i jeszcze raz więcej deszczu. Tym bardziej gdy po kilku tygodniach męczących wietrznych i zimnych zobaczy się skrawek niebieskiego nieba od razu ciągnie się na powietrze, na łono natury. Mając na uwadze zmienność pogody postanowiliśmy iż na początek sezonu nie będziemy męczyć się zbyt karkołomną wędrówką, ot trzeba zwyczajnie rozprostować nogi po zimowym zasiedzeniu. Wybór nasz padł na wzgórze Old Winchester i jego okolice.

Wzgórze Old Winchester znajduje się jakieś 18km od samego miasta wchodzi jednak w skład wzgórz East Meon Valley. Od wschodniej strony przylega do niego Corhampton oraz malownicza wioska East Meon, po przeciwnej stronie znajduje się wzniesienie Becon Hill. Wzniesienie Old Winchester Hill przyciąga nie tylko turystów ale i archeologów, znaleziono tu bowiem pozostałości fortyfikacji z czasów ery brązu i żelaza. Wzgórze i jego okolice wpisane jest w obszar rezerwatu przyrody ze względu na występowanie tu rzadkich gatunków roślin ( storczyki polne) czy owadów ( na uwagę zasługuje na pewno prawdziwy symbol hrabstwa Hampshire – motyl Adonis blue, ale i takie jak Meadow dark, Essex skipper, Adonis grey) 


Startujemy 

Tak jak wspomniałam wcześniej nie mamy ochotę na zbyt karkołomne pokonywanie kilometrów, postanowiliśmy iż nasza trasa będzie zrobiona jako małe koło od parkingu, przemierzenie wzgórza,zejście do wioski Corhampton ( może jakiś ciepły posiłek) ponowne podejście do parkingu. Poranek wydaje się być bardzo słoneczny, niestety wieczorem poprzedniego dnia znowu padało, mamy więc na uwadze błotne zmagania z ziemią. Nasz parking to wolne miejsce przy drodze, przyjechaliśmy około 10 i zadziwił nas widok stojących około pięciu aut, najwyraźniej nie należymy do grupy porannych ptaszków. Od parkingu w kierunku wzgórza prowadzi kilka ścieżek, my kierujemy się jedną z tych jakie wyznaczyliśmy sobie w domu. Wzgórze porośnięte jest przez dość gęste zagajniki krzewów i w całości zalesione, trzeba patrzyć pod nogi aby nie wdepnąć w pamiątki zostawione tu przez owce. Całe wzgórza to jedne wielkie pastwisko, oczywiście tutaj raczej ich nie spotkacie a bardziej grupy turystów, już za zakrętem słyszymy ludzkie głosy. Jak widać miejsce to ulubione jest na spacery z psem, widać też matkę z dwojgiem dzieci. ( Jak dobrze,że zabrała je na spacer a nie przesiadują przed telewizorem lub z tabletem w ręku w ten sobotni poranek- ciśnie mi się do głowy) Podejście jest dość łagodne, samo przejście szczytem wzgórza to czysta przyjemność jeśli chodzi o widoki.

Warto jednak pamiętać aby zabrać ze sobą kurtkę chroniąca przed wiatrem, latem na pewno jest tu uroczo ale teraz naprawdę wiatr daje się we znaki i słońce też szybko chowa się pod grubą warstwą chmur.

Spacerując wśród wzgórz 

Kocham piesze wycieczki po angielskiej ziemi, dostarczają mi dużo większej frajdy niż wydeptywanie trotuarów atrakcji turystycznych. Kiedy dochodzimy na szczyt wzgórza przystajemy na moment przy kamiennym postumencie, wokół roztacza się piękny widok. Nawet słońce nieco odsłania się raz jeszcze na moment, fascynujący jest widok szybko przemieszczających się po niebie chmur. Idziemy udeptaną przez owce i turystów ścieżką, posuwając się wolno wzdłuż boku wzgórza nasze kroki niosą nas nieco w dół. Coraz wyraźniej na horyzoncie zarysowuje się pasmo drzew przyklejonych do pastwisk, nie brakuje też i gospodyń tego miejsca, owce nieco skulone w małe gromady przyglądają nam się niechętnie. Od czasu do czasu odzywa się ich skromne ‚mee’ ( A co Was tu przygnało w nasze strony? ) – może tak sobie o nas właśnie myślą ?!


Zabawa w błocie 

Kiedy nareszcie dochodzimy do linii lasu nasza ścieżka wyraźnie się zmienia, coraz bardziej zanika dawny wilgotny ale dość trawiasty teren wzgórza a pojawia się rolniczy. Nie biegnę na siłe przed siebie żeby dalej, żeby zaliczyć kolejny kilometr, przystaje na chwile i patrzę na wzgórza po drugiej stronie, tam też są owce ale wydają się być przy tej odległości jak maleńkie ziarenka piasku. Przesypując się z jednego końca na drugi wywołują uśmiech na naszych buziach. Z boku widzimy spory kawał pola przygotowanego pod nowe uprawy, nasza ścieżka też nie jest łatwa do przebycia, wielkie grudy ziemi sklejają nas z podłożem, mam już dodatkowy ciężar na nogach. Ledwo idziemy ale za to humor nas nie opuszcza.

To gdzie ta wioska? 

Odważnie i śmiało brniemy przez nasze błotko i dochodzimy do kilku zabudowań farm, stamtąd nie powinno być daleko do szosy prowadzącej do wioski Warnford. A tu nagle zmienia się pogoda, nasze słońce poranne już dawno o nas zapomniało i zamieniło się na miejsca z gromadą ołowianych chmur, mały i drobny deszczyk przemienia się w całkiem niezłą ulewę. Mamy dość dobre kurtki przeciwdeszczowe ale i tak uciekamy pod pobliskie drzewo, w jednej minucie na ścieżce którą mamy teraz kroczyć tworzy się spory strumień wody. Jeśli chcemy kontynuować tą wędrówkę to musimy iść wprost po nim bo zwyczajnie nie ma pobocza. Spoglądamy na stojący z boku dom i decydujemy się wybrać szeroką drogę na jego tyłach, tym razem rezygnujemy z drogi do wioski. Wybieramy drogę wzdłuż posiadłości farmera i posuwamy się mozolnie w górę. Marzę o gorącej herbacie !

Ostatnia prosta

Nieco zmęczeni idziemy pomału pod górkę aby dojść do szosy, stamtąd jeszcze małe podejście do naszego parkingu. Może nie udało nam się zrealizować naszego planu a jednak wyprawę uważamy za udaną, nawet teraz idąc wśród ogrodzonych przez rolników pastwisk dla ich koni nie mogę przestać kręcić głową na wszystkie strony. Zwyczajnie zachwyca mnie każdy skrawek tej ziemi, pięknie wijąca się polna droga, gałęzie drzew tworzące koronę czy konik spoglądający na nas z przeciwnej strony. Mieszkańcy nie obawiają się raczej osób przechodzących przez ich tereny, po drodze zauważamy mały schowek z informacją o możliwości zakupu świeżych jajek, wystarczy tylko w słoiczku zostawić 2 funty i mała kobiałka z wielkimi jajkami od kurki chodzącej po swoim zagonie, może trafić w Twoje ręce. Jesteśmy już dość późno, jajeczka zostały sprzedane. Uderza mnie jednak wzajemne do siebie zaufanie lokalnej społeczności, nikt nie zabierze słoiczka z pieniędzmi lub zabierze jajka bez jakiejkolwiek zapłaty. Bardzo mi się to podoba,  szacunek do siebie i swojej pracy. Nieco zmęczeni ale uśmiechnięci docieramy do naszego autka, w domu nie zabrakło oczywiście cieplej strawy,herbatki i wymoczeniu nóg w cieplej wodzie z solą morską.